Gość portalu: Fuga napisał(a):

> Jakie miasto Cie interesuje? Niedługo bedą targi edukacyjne w Warszawie a tam
> znajdziesz mnóstwo ofert kursów pedagogicznych,ale uwazaj ,MENiS uznaje kursy
> tzw. metodyczno-pedagogiczne które obejmuja 240 godz.Jesli chcesz W-wę. To
mogę
>
> Ci pomóc i podesłac kurs który właśnie sie rozpoczyna (Wola) .Odpowiedz na
> forum Pozdrawiam

Tak interesuje mnie Warszawa, ale zanim bym na ten kurs sie zdecydowala
mialabym wczesniej kilka pytan,tzn:
1*jakie dokladnie bede miala po tym uprawnienia?
pytam, bo nie jestem nauczycielka i nie pracuje w szkole i nie wiem czy bede
kiedykowiek pracowala
2*czy to jest kurs, gdzie musze przepracowac w jakiejs szkole ze 150 godzin
bo pracuje w zupelnie innej branzy
3*czy jets wogole mozliwe zdobycie takich uprawnien, bez opcji odsiedzenia tych
godzin w szkolach
4*jak czesto odbywaja sie zajecia i ile taki kurs trwa?
5*jaki jest koszt takiego kursu?
6*i czy to prawda , ze po jakims czasie on traci waznosc?

Za wszystkie informacje oraz chec pomocy serdecznie dziekuje,
viera

· 

kurs pedgogiczny dla bibliotekarza
Pracuję w bibliotece szkolnej.Właśnie się dowiedziałam, że to iż posiadam mgr
historii zdobytego w trakcie studiów w Wyższej Szkole Pedagogicznej i studia
podyplomowe ogólne z bibliotekoznawstwa, nie wystarcza do pracy w bibliotece
szkolnej w szkole średniej!!!Podobno w 2006 roku mogą mnie zwolnić jeśli nie
skończę jakiegoś kursu pedagogicznego dającego mi uprawnienia do pracy w tej
bibliotece. Jestem nauczycielem kontraktowym, umowa na czas nieokreślony.
Może ktoś mi przedstawi jakieś przepisy...Kompletnie zgłupiałam!Czy są jakieś
kursy pedagogiczne uprawniające do pracy w bibliotece szkolnej (zwłaszcza we
Wrocławiu)?

Niestety samo przygotowanie pedagogiczne z innego kierunku nie
wystarcza. Zresztą nie chodzi tu o uprawnienia pedagogiczne, które
oczywiście trzeba mieć i które zdobywa sie studiując każdy kierunek
nauczycielski.Aby uczyć jakiegoś przedmiotu, trzeba zaliczyć 280
godzin metodyki. Tak więc, by uczyć bielogii, trzeba zaliczyć
metodykę nauczania biologii, by uczyć polskiego,metodykę języka
polskiego itp.
Absolwent kierunku pedagogicznego innego niż anglistyka miał co
najwyżej metodykę swego macierzystego przedmiotu. A to niestety za
mało. Zgodnie z przepisami aby uczyć angielskiego, oprócz
certyfikatu CAE czy CPE należy odbyć studia podyplomowe/roczny kurs
z metodyki nauczania języka angielskiego.

Tyle teoria, inna sprawa, że w praktyce bywa różnie i z powodu
permanentnego niedoboru anglistów w szkołach państwowych zatrudniają
po FCE i bez kursu metodycznego.
W prywatnych szkołach językowych jest wolna amerykanka. Mnie jednak
zawsze pytają o kwalifikacje metodyczne (nie mylić z
pedagogicznymi),a ich posiadanie jest mile widziane.

szukam pracy w utrechcie
witam, koncze wlasnie studia z 2 specjalizacjami, pedagogiczna i NJPJO- jestem
native speakerem i mam uprawnienia do nauczania polskiego jako obcego, mowie
plynnie po angielsku, szukam pracy w Utrechcie, okolicach, ASAP, prosze o
jakiekolwiek informacje, jesli ktos moglby mi pomoc - jak zdobyc pozwolenie na
prace w Holandii? spedzilam w utrechcie pol roku i chce tu zamieszkac, jednak
straszne klopoty z tym pozwoleniem..
pozdrwiam i dziekuje za wszelkie info , kasia

· 

Lider płockiej Samoobrony zatrudniony w gminnej...
o tym że Sławomir Gorzkowski pracuje w MZGM było już wiadomo od
poniedziałku, dlaczego więc tak długo Gazeta czekała, i dlaczego
jest taki "łagodny artykuł" Padają w nim
stwierdzenia "nauczycielka" w RYNEX-sie, ale pan redaktor
tak "przypadkiem" nie napisał że nauczycielka oprucz studiów
pedagogicznych skonczyła zarządzanie i prawo handlowe na
Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Przy nazwisku
drugiego radnego nie padło że skonczył Politechnikę Warszawską w
Warszawie, że jako jeden z nielicznych posiada licencję na
zarządzanie nieruchomościami. Niedawno pisał pan artykuł o Jacku
K. pytając się jakie posiada wykształcenie że pracuje w Orlenie
a wie pan doskonale że skończył administrację i zarządzanie na
Uniwersytecie Warszawskim i posiada wszystkie uprawnienia
energetyczne bez ograniczeń jakie można zdobyć w tym kraju,
dodatkowo jest w trakcie robienia doktoratu. Tutaj jakoś nie
pyta się pan o wykształcenie na to stanowisko. Bo co czy zrobił
maturę, bo ja wiem że nie. A póżniej dziwimy sie że mówią Gazeta
Wybiórcza. Jeśli chodzi o to wielkie zaangazowanie to pan
Gorzkowski od poniedziałku nie wychodził z pokoju który dostał,
zabarykadował się od środka. Co zaś do jego obowiązków już jest
specjalistą od rozwoju budownictwa, zbierał pieniądze na
targowisku na budowę pawilonów jak czytałem w lokalnej gazecie
zaimuje sie tym prokuratura. W wyrazami poważania dla pana
redaktora - mniej zaślepienia !!!!!!!!!!

Sławomir Gorzkowski zatrudniony w MZGM
o tym że Sławomir Gorzkowski pracuje w MZGM było już wiadomo od poniedziałku,
dlaczego więc tak długo Gazeta czekała, i dlaczego jest taki "łagodny
artykuł" Padają w nim stwierdzenia "nauczycielka" w RYNEX-sie, ale pan
redaktor tak "przypadkiem" nie napisał że nauczycielka oprucz studiów
pedagogicznych skonczyła zarządzanie i prawo handlowe na Uniwersytecie
Mikołaja Kopernika w Toruniu. Przy nazwisku drugiego radnego nie padło że
skonczył Politechnikę Warszawską w Warszawie, że jako jeden z nielicznych
posiada licencję na zarządzanie nieruchomościami. Niedawno pisał pan artykuł
o Jacku K. pytając się jakie posiada wykształcenie że pracuje w Orlenie a wie
pan doskonale że skończył administrację i zarządzanie na Uniwersytecie
Warszawskim i posiada wszystkie uprawnienia energetyczne bez ograniczeń jakie
można zdobyć w tym kraju, dodatkowo jest w trakcie robienia doktoratu. Tutaj
jakoś nie pyta się pan o wykształcenie na to stanowisko. Bo co czy zrobił
maturę, bo ja wiem że nie. A póżniej dziwimy sie że mówią Gazeta Wybiórcza.
Jeśli chodzi o to wielkie zaangazowanie to pan Gorzkowski od poniedziałku nie
wychodził z pokoju który dostał, zabarykadował się od środka. Co zaś do jego
obowiązków już jest specjalistą od rozwoju budownictwa, zbierał pieniądze na
targowisku na budowę pawilonów jak czytałem w lokalnej gazecie zaimuje sie
tym prokuratura. W wyrazami poważania dla pana redaktora - mniej
zaślepienia !!!!!!!!!!

kurs pedagogiczny dla bibliotekarza
Pracuję w bibliotece szkolnej.Właśnie się dowiedziałam, że to iż posiadam mgr
historii zdobytego w trakcie studiów w Wyższej Szkole Pedagogicznej i studia
podyplomowe ogólne z bibliotekoznawstwa, nie wystarcza do pracy w bibliotece
szkolnej w szkole średniej!!!Podobno w 2006 roku mogą mnie zwolnić jeśli nie
skończę jakiegoś kursu pedagogicznego dającego mi uprawnienia do pracy w tej
bibliotece. Jestem nauczycielem kontraktowym, umowa na czas nieokreślony.
Może ktoś mi przedstawi jakieś przepisy...Kompletnie zgłupiałam!Czy są jakieś
kursy pedagogiczne uprawniające do pracy w bibliotece szkolnej (zwłaszcza we
Wrocławiu)?

Po polonistyce kazdy, kto odbył cykl zajęć z metodyk itp. zdobywa uprawnienia
pedagogiczne do nauczania w szkole. Jednak na 4 roku wybiera sie DODATKOWO
specjalizację. Na Uś były to przykładowo: nauczycielska, krytyka literacka,
tekstologia i edytorstwo - obowiązkiem studenta jest ukończenie jednej z nich w
ciągu 4 i 5 roku. Zatem ten, kto wybrał nauczycielską, ten pogłębia tylko
wiedzę z metodyki.Specjalizaje najczęściej wybierały osoby, które CHCIAŁY
pracować w szkole. Pozdrawiam

Kiedys przy SGGGW i innych Akademiach Rolniczych były Podyplomowe Studia
Pedagogiczne dla absolwentów i studentów ostatniego roku. Dawały one
uprawnienia pedagogiczne, trwały trzy semestry.
Konczyły je osoby, którym zalezało na zdobyciu kwalifikacji do uczenia w
zasadniczych szkołach zawodowych lub technikach o kierunku technik ogrodnik,
technik terenow zieleni, technik rolnik itd.

Magister ekonomii w gimnazjum? Czego może uczyć?
Czy są takie przedmioty w gimnazjum albo podstawówce, których może uczyć
magister ekonomii z przygotowaniem pedagogicznym?
Podobno w niektórych szkołach jest przedmiot "przedsiębiorczość" ale nie znam
szczegółów.
Mam uprawnienia do nauczania przedmiotów ekonomicznych a teraz studiuję drugi
kierunek (anglistyka - studia 3-letnie licencjackie) i na uczelni powiedziano
mi, że teraz nauczyciel musi mieć papier do nauczanie dwóch przedmiotów. Mamy
do wyboru m. in. historię, polski, geografię. Żaden z tych przedmiotów mnie
nie fascynuje, nie mam ochoty poświęcić na nie 280 godzin mojego życia. Ale
ponieważ po zdobyciu licencjata mogę uczyć angielskiego tylko w gimnazjum i
szkole podstawowej, mojego wykształcenia ekonomicznego nie mogą uznać
(interpretacja dziekana) bo w podstawówce i gimnazjum nie ma przedmiotów
ekonomicznych! Jeśli znajdę takie przedmioty to może się jakoś wybronię ;-)

Tak, w wyjątkowych wypadkach dyrektor może zatrudnić osobę bez uprawnień
pedagogicznych pod warunkiem, że zdobędzie je ona w jak najkrótszym czasie
podczas stażu. W praktyce owa wyjątkowość wypadków jest stosunkowo często
naginana i naciągana a wszystko zależy od konkretnej szkoły i dyrekcji.

Gwendal

Szukam praktyki lub pracy- HR
Witam wszystkich. Szukam praktyki lub pracy(może być wolontariat) w dziale
personalnym firmy w Olsztynie.Chcę zdobyć doświadczenie zawodowe w dziedzinie
zarządzania zasobami ludzkimi, bo BARDZO chciałabym zostać specjalistą ds.
personalnych.Mam zamiar rozpocząć studia podyplomowe ZZL. Obecnie studiuję
administrację(IV rok),odbyłam kurs kwalifikacyjny doradcy zawodowego i jestem
w trakcie zdobywania uprawnień pedagogicznych. Nie mam doświadczenia, ale
zapał do pracy ogromny!

Jestem "panienką po certyfikacie" - sam certyfikat nie wystarcza, mam innego
magistra, studia metodyczno - pedagogiczne dające tzw uprawnienia metodyczne,
zaś egzamin językowy sprawdzający znajomość jezyka na poziomie biegłym jest
jedynie trzecim elementem tej układanki. Uczę od 9 lat, w tym czasie kończyłam
wiele kursów, szkoleń, byłam stypendystką Goetheinstitut i zdobyłam wszystkie
szczeble awansu zawodowego.
Panienki po certyfikacie li i jedynie nie znajdą zatrudnienia w szkole, gdyż
jest to niezgodne z rozporządzeniem w sprawie kwalifikacji.
Potwierdzam też opinię zamieszczoną wyżej, iż żadne dyplomy nie zastąpią
podejścia - popatrzcie na nasze koleżanki i kolegów i z ręką na sercu policzcie
tych z powołaniem i sercem dla dzieci, którym chcielibyści powierzyć do nauki
własne dziecko!

Ano, jeśli mówimy o iberystyce na UW, która jest kulturoznawstwem, to co
innego. Ale są uczelnie w kraju, gdzie jest po prostu filologia...

De facto, mało która filologia przygotowuje do zawodu tłumacza (z nauczycielem
jest lepiej, bo są przedmioty pedagogiczne, praktyki itd.) - ale daje
wystarczająco dobrą znajomość języka, by można było spróbować sprawdzić się w
tym zawodzie...

Swoją drogą, nie sądzę, by nawet po iberystyce UW nie można było być
nauczycielem albo tłumaczem. Kwestia zdobycia odpowiednich uprawnień (kurs
metodyczny) i posiadania odpowiednich predyspozycji.

Dziękuję bardzo za odpowiedź.Rozpoczynam w tym roku studia na kierunku
Pedagogika wczesnoszkolna i przedszkolna z j.angielskim i byłam mało
zorientowana. Ale dzieki tej odpowiedzi wiem że po skończeniu tych studiów będę
miała takie uprawnienia ponieważ tak jak Pan/Pani napisał uprawnienia
Pedagogiczne zdobywa się automatycznie po skończeniu uczelni Pedagogicznej( i
nie trzeba ich już dodatkowo wyrabiać ponieważ nabywa się je automatycznie
kończąc uczelnię Pedagogiczną)Dziękuję i pozdrawiam!!!

Piszesz, ze skonczyles filologie - ciekawam jaka - mniemam, ze i polska i obca. Sama studiuje jedna (i nie polonistyke), zamierzam druga (na UJ oczywiescie :) i raczej nie mam powodow do narzekan. Po tych studiach jestes przede wszystkim FILOLOGIEM i taki jest twoj zawod. Dyplom filologa nie uprawnia do wykonywania jednego konkretnego zawodu, ale przy zdobyciu pewnych kwalifikacji (chocby studium pedagogiczne, specjalizacja z translatoryki, studia podyplomowe) umozliwia podjecie roznych prac (lektor, nauczyciel, tlumacz, osoba odpowiedzilana za kontakty zagraniczne, przewonik po Krakowie, pilot wycieczek itd.). Moi znajomi problemow ze znalezieniem pracy raczej nie mieli, znaja biegle 2-3 jezyki, czesto kolejne 2 w stopniu sredniozaawansowanym (i nie mam na mysli laciny :)) i w zaleznosci od kombinacji jezykowej byli mniej lub bardziej poszukiwani. Te wszystkie staze smierdzialy mi ekonomia lub innymi stosunkami miedzynarodowymi, a tu niespodzianka. Moze chodzi o to, ze nie zamierzam poswiecic sie karierze i moja przyszla praca nie spedza mi snu z powiek. Moze dlatego, ze perspektywa nauczania mnie nie przeraza. Lektorzy w szkolach zarabiaja calkiem niezle, ba, udzielajac kilku lekcji/korepetycji zarabiam wiecej niz moi koledzy pracujac w weekendy w knajpie...

Doktorat za granica powinien byc atutem!
Witam

Tak sie przygladam roznym dyskusjom na tym forum. Zauwazam czesto
twierdzenie, ze jednym ze sposobow na uratowanie polskiej nauki jest
zatrzymanie za wszelka cene utalentowanych ludzi na uczelniach w Polsce.

Ja sam jestem doktorantem za granica, w bardzo znanym osrodku w mojej
dziedzinie. Po doktoracie i zdobyciu doswiadczenia w innych osrodkach
rozwazam powrot do Polski. I tutaj pytanie: czy tak przygotowany nie bylbym
lepszym nabytkiem dla polskiej uczelni? Czy jednak nie lepiej pozwolic mi sie
ksztalcic za granica i pomyslec raczej o wykorzystaniu wiedzy w ten sposob
zdobytej? Czy naprawde moglbym bardziej przyczynic sie do poprawy nauki
polskiej siedzac caly czas na tej samej uczelni??

Po powrocie pieniadze (pensja) nie jest az tak strasznie wazna dla mnie jak
np. sposob organizacji. Mam z Polski dosc traumatyczne przezycia zwiazane z
zakladowa geriatryczna Grupa Trzymajaca Wladze, i bardzo chcialbym zeby to
znormalnialo. Widzialem normalnosc. Chetnie ja przeszczepie za kilka lat.

Ale wiem ze nagle sie okaze, ze skoro sobie wyjechalem to juz niech tam
siedze, okaze sie ze doktorat za granica nie dorowna surowym wymaganiom
polskiej Nauki przez duze N, albo ze wola kogos z uprawnieniami
pedagogicznymi albo biegla znajomoscia rosyjskiego, czy co tam jeszcze komu
przyjdzie do glowy.

Czy nie lepiej sie skoncentrowac na pomaganiu w powrotach raczej niz
przeszkadzaniu w wyjazdach?

Dyrektywa - cd

W Polsce przez 3 lata pracowalam w zawodzie. Mam 5 lat anglistyki i kurs
metodyczno-pedagogiczny (organizowany przez MEN) za soba. Jedyne czego nie
zrobilam to kursu metodycznego podaczas studiow, ale ten pozniejszy kurs nadal
mi uprawnienia do nauczania we wszystkich szkolach poza uczelniami wyzszymi.
Ale moze pytanie zadam inaczej. Czy ktos z Was rzeczywiscie otrzymal pismo w
ktorym jasno i wyraznie jest napisane ze jestescie objeci ta dyrektywa.
Oni napisali ze nie moge wykonywac zawodu bo ukonczylam studia na terenie RP,
wiec nie bardzo rozumiem gdzie mialam je skonczyc zeby to uznali. Ja ta
dyrektywe cala przewertowalam i wiem ze tam jest jasno napisane ze mozemy uczyc
jesli zdobylismy kwalifikacje w Polsce. Wiec skad taka dziwna tresc tego pisma?

nauczyciel matematyki
W tym roku ukończyłam Matematyke na Politechnice Śląskiej. Ukończyłam także
Fakultatywne Studium Pedagogiczne, które dało mi uprawnienia do nauczania
matematyki. W czasie studiów odbywałam także miesięczną praktykę w szkole
średniej. Interesuje mnie praca nauczyciela matematyki w UK, na początku
mógłby to być staż lub praktyka w celu zdobycia doświadczenia. I tu moje
pytania : gdzie mogę znaleźć potrzebne informacje na ten temat?, czy wogóle
taki staż jest możliwy? gdzie mogłabym znaleźć informacje na temat szkół
wakacyjnych lub coś w tym rodzaju (oczywiście nie musi to być praca
nauczyciela matematyki, ale ogólnie opieka nad dziećmi, pomoc innym
nauczycielom). Bardzo dziękuje za wszelkie informacje.

Tak?A z jakiego powiodu?Z takiego, że wstawiam się za nauczycieli, którzy
potracili pracę a mieli zapewnienie prezydenta o przyjęciu do innych szkół? Czy
dlatego, że napisałam,iż mam lepsze wykształcenie od tego zatrudnionego pana?
Jestem po filologii UW, kończyłam studia z wynikiem bdb, podczas 12 letniej
mojej pracy zawodowej zdobyłam wiele kursów i dodatkowych uprawnień (m.in. w
Ośdroku Kształcenia Nauczycieli w Radomiu czy Pułtusku) i co z tego?Zatrudnia
się kogoś po znajomości BEZ UPRAWNIEŃ!!!Ten pan nie ma przygotowania
pedagogicznego w wystarczającej ilości godzin zgodnie z wymogami ustawy.I o to
chodzi!Nie tylko o doświadczenie zawodowe tak niezbędne w tej cięzkiej pracy
nauczyciela.

Uprawnienia trenerskie
Hejka!

Interesuje mnie zdobycie uprawnień trenerskich z zakresu działań
psychoterapeutycznych kładących nacisk na duchowy rozwój człowieka
(regresing, riberthing, reiki, huna itp). Dobrze by było, gdyby takie kursy
kwalifikacyjne były organizowane w Łodzi. Czy ktoś z Was jest po takich
kursach albo zna placówki, miejsca, w których są przeprowadzane szkolenia
trenerskie? Jeśli tak, dajcie znać tutaj, lub drogą mailową. Serdecznie
dziękuję za wszelkie wskazówki.
Aha, w celu dodatkowych informacji: ukończyłam licencjat z psychopedagogiki i
2 letnie magisterskie z pedagogiki ogólnej, wiec wstępne przygotowanie
pedagogiczno-psychologiczne już posiadam :)

czekam na info.. miłego dnia.. :)

Trzeba zrobić studia podyplomowe np. resocjalizacja lub pedagogika opiekuńczo-
wychowawcza. Studia te nie dają też uprawnień nauczycielskich bo nie ma tam
metodyki nauczania konkretnego przedmiotu. Te studia umożliwiają zdobycie
tytułu mgr pedagogiki i tyle. Aby pracować chociaż w gimnazjum trzezba być mgr
i to dają te studia. A z pracą to jak się trafi, ale ostatnio od pedagogów i
opiekunów świetlic wymagaja pedagogiki opiekuńczo-wychowawczej, chociaż
mnisterswo tego nie wymaga. ale Polska to dziwny kraj!!!!

dziekuje wszystkim za wyczerpujace odpowiedzi i tym samym pomoc:)))
po pierwsze,zle sie wyrazilem,ale to juz zostalo przez Was wyjasnione
chodzi mi rzeczywiscie o zdobycie kwalifikacji nauczycielskich,a czy to sie
nazywa kurs pedagogiczny czy jakos inaczej nie mialem pojecia
ale wiecie o co chodzi wiec jest ok:)
co do specjalizacji nauczycielskiej na tej mojej chemii to na uczelni takowej
nie bedzie- z politechniki jestem...
kurs wakacyjny wskazany przez Kasie (wielkie dzieki za tego linka) ucieszyl mnie
niezmiernie,ale niestety tylko na pierwszy rzut oka,bo po przeczytaniu okazalo
sie ze jest chyba tylko dla nauczycieli...
a swoja droga to troche bez sensu...jak moge byc "czynnym zawodowo nauczycielem"
skoro nie mam uprawnien pedagogicznych bez ktorych nikt mnie chyba do pracy w
szkole nie przyjmnie???
rozumiecie to tak samo jak ja,czy pokrecilem cos w interpretacji??
pozdrawiam:)

Bo nie powinno się mieć za dużych nadziei. To dokładnie tak jak absolwenci SGHu
oczekiwali 5000 na starcie, a świeżoupieczeni doktorzy etatu. Niestety tak jak
wszędzie w Polsce nepotyzm i cwaniactwo tak i w szkołach się to pleni. Dziwne,
że przez 4 lata nie wyczułaś kto ma największe szanse na etat. Ja na przykład
wolę założyć, że etatu po obronie nie dostanę, bo w razie czego będę mieć
przyjemną niespodziankę zamiast żalu. I głupio sugerować, ale czy na czas
szukania pracy w szkolnictwie wyższym nie chcesz się zaczepić w średnim czy
gimnazjalnym? Tam nadal doktorant robi wrażenie, nie mówiąc o doktorze. Skłonni
są nawet przyjąć bez uprawnień pedagogicznych i zrefundować część ich kosztów
gdy już będziesz je zdobywać.

Lub przygotuj się na przeprowadzkę. W małych uczeelnakch nawet doktor na
pierwszym etacie to już coś

Z tematyka prawie na bieząco :)
Dziewczyny, naczytałam sie i napytałam zanim te dzialalnosc zalozylam i moge
troche podpowiedziec.
Greglis, jesli w tytule zawodowym masz wpisane " artysta" to nie musisz swoich
wyrobow podawac do atestow- ich artyzm z tytulu wynika.
Jesli masz "plastyk "to z tego co wiem od znajomej plastyczki ale po wyzszej
pedagogicznej szkole plastycznej, ze musialabys zapisac sie do jakiegos
zwiazku artystow plastykow i jesli Ciebie przyjmą ,to i pomagaja zdobyc
potrzebne uprawnienia do sprzedawania wyrobow jako artystyczne na tych
wyjatkowych warunkach.Ona tak wlasnie zrobiła.
Pepe ma racje, ze najwygodniej jest sprzedawac takie wyroby na karte podatkowa,
ale ja postanowilam na ksiege przychodow i chce dawac faktury VAT- nie
ograniczam sobie w ten sposob odbiorcow i nie place podatku dopoki nie osiagne
dochodow - a do tego to jeszcze ho ho
Najgorsze to pokonac ten ZUS ale zyczcie mi szczęścia proszę bo innego wyjscia
nie mam.
Pozdrawiam cieplutko

"Demokracja w szkole to nieporozumienie - uważa wicepremier, minister edukacji
Roman Giertych. Jego zdaniem, jednym z największych błędów popełnionych w
ostatnich latach było założenie, że w szkole panuje demokracja, co w praktyce
oznaczało, że rządzą uczniowie.

- Nie wyobrażam sobie, by w szkole była demokracja. To jakieś nieporozumienie.
To tak, jakby w wojsku żołnierz wybierał sobie rodzaj działań bojowych -
odpowiedział Giertych podczas sobotniego spotkania z nauczycielami i
dyrektorami szczecińskich szkół na pytanie, czy wprowadzenie programu "Zero
tolerancji" oznacza koniec demokracji w polskich szkołach.

Przedstawiciele środowiska pedagogicznego pytali ministra, czy w związku z
wprowadzaniem zmian w polskiej szkole nie należałby też zmienić sposobu
kształcenia nauczycieli, którzy na ogół są nieprzygotowani do roli wychowawcy.
Giertych przyznał, że choć nie ma w tej kwestii możliwości działania
to "postara się pewne kroki przedsięwziąć". "

To masz swoje "Zero tolerancji" w szkole. Pełen zamordyzm. Zero myślenia.

P.S. Na dodatek Pan Minister wykazał się kolejną niekompetencją i
nieznajomością swojego resortu - póki co on też kształci nauczycieli - w
kolegiach nauczycielskich. Po drugie to Pan Minister odpowiada za przygotowanie
pedagogiczne nauczycieli, tych którzy na studiach nie zdobyli uprawnień
pedagogicznych.

Uprawnienia pegagogiczne, a kierunek dyplomowania
Czy ktoś mi może powiedzieć, gdzie można się dowiedzieć jakich przedmiotów
można uczyć w szkole, jeżeli zdobędzie się uprawnienie pedagogiczne na
osobnych studiach, np. podyplomowych, a studiuje normalnie co innego, np.
kierunek techniczny łączący większość typowo szkolnych przedmiotów;
matematykę, fizykę, informatykę, itp. ?

Pytanie o uprawnienia do nauczania
Jeżeli skończyłem studia 2 lata temu, podczas studiów nie robiłem kursu pedagogicznego. Gdzie na dzień dzisiejszy mogę zrobić takowy kurs w Kielcach (jeżeli mogę wogule) aby zdobyć uprawnienia do nauczania. I wogule ile takie uprawnienia są ważne ?

O radę proszę:)
Witam,
od dłuższego czasu marzył mi się wyjazd do Anglii, ale taki wyjazd turystyczny - i rzeczywiście udało mi się ostatnio zrealizować to marzenie i pozwiedzać Londyn.

Mam jednak do Was pytanie, zwłaszcza do tych, którzy długo już w Anglii pracują i są zorientowani w ewentualnych możliwościach... Otóż chciałabym wyjechać na ok. rok do pracy, ale mam swoje wymagania;) Nie zrozumcie mnie źle, już się tłumaczę: nie zależy mi na świetnych zarobkach, z których mogłabym coś odłożyć i przywieźć do domu, a bardziej na zdobyciu doświadczenia zawodowego i chłonięciu tej kultury. Jestem mgr filologii polskiej i mam także licencjat z filologii angielskiej. Jakie, wg Waszej wiedzy, mam możliwości na tamtejszym rynku pracy? Proszę o radę, bo jestem zupełnie niezorientowana w tym temacie. Nie interesują mnie prace dorywcze, fizyczne czy osławiony zmywak. W Polsce mam pracę (szkoła - posiadam uprawnienia pedagogiczne), gazeta i nie chcę wyjechać, by odmienić swoje życie, zarobić itd. Chciałabym, żeby była to fajna przygoda połączona z ciekawym doświadczeniem. Czy to jest w ogóle realne??? (Mam 25 lat)
Bardzo dziękuję za wszystkie odpowiedzi i serdecznie pozdrawiam:)

Uczelnia walczy o nowe budynki
Teraz pigularstwo i położnictwo to jeden z najbardziej obleganych kierunków
studiów w Rzeszowie. Wiec Wydział Nauk o Zdrowiu musi mieć jakąś bazę
dydaktyczną. Uniwerytet musi sie jakos rozwijac i zdobywac uprawnienia do
doktoryzowania na nowych kierunkach bo w przeciwnym razie z Uniwersytet
Rzeszowski zostanie przekształcony w Uniwersytet Pedagogiczny w Rzeszowie lub
z powrotem bedzie musiał wrócić do nazwy WSP.

osz Ty, strzyknij się z Wawem, choć, hm
Coście się tak przyssali, Pijawki jedne, siedzę na forum 3,5 roku i zdążyłam
napisać tyle, że 100 razy można by dowiedzieć się takich rzeczy. Co tam 100
razy, co parę miesięcy pojawia się kolejny taki wątek.

Bycie przyrodnikiem ma z matmą bardzo dużo wspólnego, wynika z tego, że
kompletnie nic nie wiesz o pracy przyrodników, co jest dziwne, bo taką
geografię i biologię miał każdy w szkole. Świdczy też o Twojej małej wiedzy
ogólnej, której podstawy młody człowiek nabywa w szkołach od podstwówki do
liceum, a wzmianka o Twoim liceum jako elitarnym (gdzieś o tym pisałeś) budzi
we mnie tym większe zdziwienie.

Uprawnienia pedagogiczne owszem mam, ale w szkole poodst. gimn. lic. nigdy nie
uczyłam, poza praktykami potrzebnymi do zdobycia uprawnień.

Jestem tłum. technicznym, to znaczy, jeśli i tego nie wiesz, że posiadam
biegłość i w języku i mojej branży. Przyrodnikobycie nie jest bezpośrednio
związane ze studiami, ale kiedy udowadniałam moją przydatność do tego zawodu
dobrych kilka lat temu to właśnie studia przyrodnicze były argumentem dla
pracodawcy, choć z mojego punktu widzenia studia dały tylko otwarcie się na
pewne dyscypliny i gdyby nie one być może nie zainteresowałabym się tymi
branżami.

i idź z takimi pytaniami na priv, pliz, bo będę ciąć za niezgodność z tematem
forum

Pytasz się, bo nie wiesz co samej wybrać czy po prostu z ciekawości?
Najpopularniejsze są 1. menadżerskie, 2. finansów, rachunkowości, 3.
nieruchomości zarządzania, pośrednictwa, (wyceny już nie bardzo), 4. PR,
dziennikarskie, 5. pedagogiczne (te olifreno czy jakoś tak ;), dające
uprawnienia pedagogiczne też. chociaż tu akurat statystyki są mocno zaniżone,
bo jednak znaczna część ludzi zdobywa takie uprawneinia w trakcie studiów, a
nie na podyplomówce

Gość portalu: student napisał(a):
Czy z tytułem mgr nienauczycielskim + nauczycielskimi studiami
> podyplomowymi będę miał uprawnienia do nauczania historii?
Owszem, jeśli ta podyplomówka jest "nauczycielska". Jeśli nie to czeka Cię
jeszcze zdobycie kwalifikacji pedagogicznych. Typy szkół - wszystkie
teoretycznie. W praktyce sp i gimnazjum, w liceach na ogół wolą zatrudniać po
pełnych mgr z danego przedmiotu.

Często jest tak, że na jakieś studia podyplomowe przyjmują tylko
osoby po konkretnych kierunkach. Ostatnio się dowiadywałam o
pedagogikę wczesnoszkolną i przedszkolną na UW i możesz tam pójść
jeśli masz uprawnienia pedagogiczne zdobyte na poprzednich studiach,
a po prawie czy politologii takowych nie masz. Są co prawda rownież
podyplomowe dające uprawnienia pedagogiczne, ale wtedy masz nie
tylko 1,5 roku, ale jeszcze 2 w celu zdobycia uprawnień. Najlepiej
dowiaduj się na uczelniach.

Bardzo dziękuję za Wasze opinie. Ja cateringu nie planuję, bo wyjdzie za
drogo-to mimo wszystko wieś-mimo iz z osiedlami i drogami asfaltowymi.
Dowiadywałam się i najlepszym wyjściem-nawet aby ominąć sanepid, który
teoretycznie nie ma nic do gadania, bo to działalność gospodarcza a nie
przedszkole-jest przynoszenie jedzenia przez rodziców i wstawienie do lodówki.
Sama posyłałam córkę do niani kiedy miała 8 miesięcy i wiem, że nawyki
żywieniowe w róznych rodzinach są różne i mi np nie odpowiadało to co niania
dawała innym dzieciakom.
W przeciwieństwie do Styczniówki zamierzam zatrudnić studentkę pedagogiki
przedszkolnej- z UP na pół etatu (choć sama mam uprawnienia do nauczania, ale w
szkołach średnich), a po pół roku działalności można się starać o dofinansowanie
do stworzonego stanowiska pracy. Fundusze na wyposażenie klubiku też mam zamiar
zdobyć z UP+ wkład własny.
Okazało się też że teoretycznie w klubiku który w PKD ma "opieka dzienna nad
dziećmi" nie może być łóżeczek (!!!), ponieważ to mija się z wymogami co do tego
właśnie PKD. Można je wstawić po cichu, albo zastosować leżaczki. Nie wyobrażam
sobie położenia spać roczniaka na leżaczku
Jak mi się coś jeszcze nasunie to napiszę. Dziękuję jeszcze raz.

czy znajdę pracę w przedszkolu? Proszę o radę
Witam,
Bardzo proszę o Wasze opinie o moich szansach na znalezieie pracy w
przedszkolu. Z wykształcenia jestem polonistka, ale nigdy nie pracowałam w
szkole, ostatnie 4 lata spędziłam w domu,z moją 2-jką dzieci. Ponieważ od
wrzesnia oboje będą w przedszkolu, ja wybieram się podyplomowe studia na
kieruku "Edukacja elementarna (przedszklna i wczesnoszkolna) z terapią
pedagogiczną" na Akademii Humanistycznej im. Gieysztora. Studia trwają 3
semestry, uzyskam po nich uprawienia nauzycielskie. No i właśnie.. Proszę
doradźcie mi czy to ma sens. Bardzo chciałabym pracować z dziećmi, to jest
moje marzenie, ale mam 32 lata i nie chcę już wykonywać działań, które nie
przyniosą mi pracy. Zapytam jeszcze o jedną rzecz: czy możliwe byłoby
zatrudnieie mnie w trakcie trwania studiów,czyli przed uzyskaniem uprawnień.
Byłabym skłonna pracować na każdych warunkach - byle zacząć w końcu zdobywać
doświadczenie. Bardzo chciałabym już pracować, a nie chcę uż tracić czasu na
pracę na stanowisku handlowca. Tylko taką pracę swego czasu wykonywałam i nie
chciałaby już do niej wracać. Proszę o radę.marza
ps. dodam, że od marca tego roku wysłałam dziesiatk ofet do szkół a
stanowisko nauczyciela polskiego ale prawdopodobnie brak doświadczenia
sprawił, że nie miałam ŻADNeGO odzewu. Boję sie, żeby z pracą w przeszkolu
nie było tak samo. Mam jednak wrażenie, że ogłoszeń o pracy w przedszkolach
jest znacznie więcej, ale jak jest napradę....nie wiem.

Szkoły zawodowe mają być nowocześniejsze
Gadanie.Żaden środek, żadne pieniądze nie pomogą jeśli mamy kadry jakie mamy. Kto rozumie tutaj absurd: pracownik na CNC w miarę kumaty weżmie na rękę załóżmy 3-4 tyś. Natomiast w tym samym rejonie nauczyciel CNC bierze około 1,5 tyś. Pytacie jak to możliwe? Otóż ten nauczyciel nie nadaje się do pracy na CNC w zakładzie!Jego predyspozycje jako fachowca są często żadne!to znów ciśnie się pytanie: A dlaczego fachowcy nie pracują jako nauczyciele? Załóżmy, ze ja jestem fachowcem.Mam stałą pracę, znam robotę w tym zakładzie, mam wyrobioną opinię i niezły zarobek.Ciepełko,bezpiecznie,z kasą.Dlaczego miałbym iść do szkoły [nie mam uprawnień pedagogicznych i musiałbym je zdobyć!]aby pracować za połowę tej pensji jaką ma teraz, użerać się z gó...arzami którzy często pięścią i agresją wymuszają racje, odpowiadać za nich prawnie [gó...arz popchnie drugiego na maszynę i ja mam prokuratora na karku i sumienie zaszargane!]...I dlaczego mam wchodzić w te dziwne układy nauczycieli, niejasne dla mnie i paranoiczne...jakieś karty nauczyciela, jakaś przymusowa praca po godzinach a to jakiś festyn, a to jakaś pielgrzymka, a to jakieś apele,debilne egzaminy uczniów itd...

Jesli nie masz uprawnień pedagogicznych to musisz je zdobyc na
studiach podyplomowych na kierunku pedagogika.
Potem tez podyplomowo możesz zgobic przyrodę, biologie, chemie czy
co tammasz w planach.
Bez uprawnień pedagogicznych nic nie zdziałasz. Od tego zacznij.
Nabory trwaja.

PR
moze Wy wiecie:
- skończyłam historię nauczycielską oraz politologię
- na co dzień uczę w liceum dla dorosłych (od 2 lat)
- mogłabym dostać godziny z public relations - tylko nie wiem czy mogę uczyć takiego przedmiotu, gdzie mogę się tego dowiedzieć, sprawdziłam suplement z politologii i tam jest tylko napisane dość ogólnikowo, że po zdobyciu uprawnień pedagogicznych mogę uczyć w szkole (uprawnienia mam po historii
- może ktoś mi podpowie?
- w kuratorium zapytać?

jakby tu zmienić swoje życie
Witam. Mam ukończone studia z finansów i rachunkowości oraz
uprawnienia pedagogiczne zdobyte w ramach podyplomowego studium. Od
5 lat pracuję w księgowości i z każdym dniem kładę się spać marząc o
pracy w szkole. Od kilku lat udzielam korepetycji z języka
angielskiego ( Certyfikat FC). Wiem że taki kontakt odbiega znacznie
od pracy z cała kalsą ale zaraz po studiach przez pól roku
pracowałam w szkole i wiedziałam że to jest to co chcę robić.
Dziwnym zbiegiem okoliczności zdecydowałam się jednak na pracę w
księgowości. I stąd moje pytanie:
- czy mam jakąkolwiek szansę na zatrudnienie w szkole
- po ilu latach nabyte uprawnienia pedagogiczne tracą ważność ( przy
założeniu że przez ten czas nie pracuję w szkolnictwie )

ja mam też problem
w tym bałaganie tworzonym przez beton z MEN okazuje się , że
nie mam uprawnień do nauczania matematyki w języku angielskim -
wg przepisów musiałbym przejść przez kilkuletni proces nostyfikacji ,
bo moje uprawnienia zdobyte na University of California in San Diego
( skończyłem matematykę ) są niewystarczające by uczyć w polskiej klasie
anglojęczynej . takie uprawnienia mam do nauczania w USA
w każdej szkole średniej i ewnetualnie kolegium.

wysłałem kilka e-maili do podobnych szkół w Niemczech - na 5 uzyskałem
3 propozycje interview , dwie pozostałe odpisały , że mają już kadrę
na ten rok szkolny .

w ubiegłym roku szkolnym pojawił się wolny etat dla matematyka w szkole
anglojęzycznej w moim mieście - dyrektor szkoły nie była zainteresowana
moją osobą i kwalifikacjami - podobno , by uczyć matematyki w języku
angielskim , wystarczy mieć kwalifikacje pedagogiczne ( oczywiście zdobyte
w Polsce - żadne Oxford , Yale itp. , może być ewentualnie dyplom uczelni
rumuńskiej albo innej z krajów postkomunistycznych .) i FCE -wg mnie to
kompletna utopia i męczenie dzieciaków a nie nauczanie matematyki w języku
angielskim z takimi "kwalifikacjami" .

>jestem 3 lata po studiach pedagogicznych i strasznie chciałabym
> pracowac z dziecmi,jednak takie 60 trzymają stołki po znajomosci i
>nie chcą ustąpic.
>ja jestem zuszona pracowac obecnie w zupełnie innym zawodzie przez
>nasze skorumpowane władze.

Nie jestem ani skorumpowaną władzą, ani sześćdziesiątką trzymającą
się kurczowo stołka (po znajomości oczywiście).

Mam jedynie taką refleksję: piszesz, że nie możesz pracować w swoim
wymarzonym zawodzie, bo nauczycielki starsze wiekiem nijak nie chcą
zwolnić miejsca dla Ciebie. I tak się zastanawiam: załóżmy, że
rozpoczynasz jednak pracę w przedszkolu. Bo to Twoje marzenie.
Załóżmy, że jesteś doskonałą nauczycielką. Praca sprawia Ci ogromną
satysfakcję, wkładasz w nią całe serce. Wciąż się doskonalisz (bo
chcesz, bo taka jest życiowa potrzeba, bo wymagają tego od Ciebie
przepisy oświatowe), nabywasz doświadczenia życiowego i zawodowego.

I teraz pytanie: do jakiego wieku przewidujesz swoją pracę w
przedszkolu? Będziesz za stara mając lat 30? 40? 50? Pamiętaj, że co
rok uprawnienia będą zdobywać nowe roczniki nauczycielek, które też
będą chciały pracować w swoim wymarzonym zawodzie. A Ty będziesz
zajmować im miejsce... A jakie masz plany zawodowe na moment, kiedy
już będziesz za stara do pracy w przedszkolu?

I taka refleksja ogólna: jak ma się protest społeczny dotyczący
możliwości przechodzenia nauczycieli na wcześniejszą emeryturę do
częstych (chocby na tym forum) uwag, że w przedszkolu/szkole nie
powinni pracować STARZY nauczyciele?

powinna, tylko ze przy każdej próbie zmuszenia uczniów do samodzielnego myślenia i szukania informacji nauczyciel wali głowa w mur. Po któryms tam uderzeniu idzie na łatwiznę i dyktuje regułki. Nie wszędzie, nie każdy i nie do kazych uczniów ale w większości niestety tak jest:(
Co do propozycji wprowadzania obowiązkowych zajęć z nauki jazdy i egzaminu to pomysł może i niezły, ale kompletnie nieprzystający do Ustawy o systemie oświaty. Niestety wg tej ustawy KAŻDY pracownik szkoły uczący CZEGOKOLWIEK ma obowiązek posiadać tzw. przygotowanie pedagogiczne. A jak go nie ma to dyrekcja lata do kuratorium i z powrotem aby zgode na zatrudnienie bez uprawnień zdobyć.
Pomine juz całą kwestię układania planu itp.

takich głupot jest więcej
absolwent politechniki - chemia - nie może uczyć chemii bo choc ma
kurs pedagogiczny to nie skończył studiów podyplomowych z metodyki
nauczania chemii .
Do tej pory uczył , uczył wiele lat - no ale jest niz i za duzo
nauczycieli i teraz do zwolnienia .

Ten sam uczył fizyki ( ile jest fizyki na studiach chemicznych
politechniki !!! ) no ale jego wiedza nie jest dość duża by uczyć
tejże fizyki .
Inny przykład - po zdanym Toefl na 570 pkt - byciu tłumaczem od lat
( w tym symultanicznym ) , po pracy jako nauczyciel angielskiego 10
lat , zdobyciu uprawnień egzaminatora maturalnego , teraz okazuje
się , że " nie ma kwalifikacji " do zwolnienia .
itp itd .

To taka bezczelna metoda MEN pozbycia się niewygodnych -
nadmiarowych nauczycieli .

to zależy gdzie jest ta biotechnologia - na uniwersytecie, akademii rolniczej,
akademii medycznej ...

Absolwenci biotechnologii na Uniwersytecie mają możliwość zdobycia uprawnień
pedagogicznych i tym samym otrzymują przygotowanie do nauczania biologii oraz
chemiii w szkole podstawowej lub średniej.
Absolwenci Akademii Rolniczej mają szansę na podjęcie pracy we wszelkich
ośrodkach hodowli roślin lub zwierząt, placówkach naukowo-badawczych oraz na
pracę w przemyśle farmaceutycznym i chemicznym.
Z kolei rozwój biofarmaceutyki spowodował, że specjaliści zajmujący się
szczególnie biotechnologią stosowaną w ochronie zdrowia, zasadami prowadzenia
badań leków, metodami projektowania bioproduktów i ich testowania w modelach
przedklinicznych i u ludzi znajdą zatrudnienie w firmach farmaceutycznych,
firmach nadzorujących badania kliniczne, instytutach naukowych, szpitalach
klinicznych, a także w firmach prawniczych i firmach rzeczników patentowych.

kurs wychowawcy kolonijnego - 2 pytania
Hej:)Czy ktoś z Was wie, czy uprawnienia zdobyte na takim kursie
przedawniają się, jeśli w określonym czasie nie podejmie sie opieki
nad dziećmi?
A moje drugie pytanie dotyczy uprawnień do opieki nad dziećmi osób,
które studiują kierunki ze specjalnością pedagogiczną. Spotkałam się
z opinią, że wtedy nie trzeba robić kursu wychowawcy kol., starczy
jedynie jakieś przeszkolenie. Zastanawiam się tylko, gdzie można je
zrobić i jakie są koszty? I czy przypadkiem coś się w tych sprawach
nie pozmieniało ostatnio...

Dziękuję za wszystkie odp. :)

co za problem. Jeśli już będziesz nauczycielem wosu wtedy dyrek da
Ci "skierowanie" na podyplomówkę z historii, bo dyrek lubi obcinać koszty. Że
ludzie bez kwalifikacji uczą, biolog historii, historyk biologii, to
kretyństwo, ale kretyństwo powszechne. Naturalnie kiedy będziesz już tym
nauczycielem i będziesz chodzić na tą podyplomówkę to nieodzownym elementem
Twojego imidżu będzie gderanie, że nie masz na to pieniędzy, że dyrek jest fe,
że trzeba po godzinach, a nie w trakcie. Do głowy Ci nie przyjdzie,
że "normalni" pracownicy biorą urlop na studia lub wręcz tracą godność poprzez
ciągłe zwalnianie się na "wizytę u lekarza z chorym dzieckiem". No, ale takie
to są uroki bycia nauczycielem

podyplomówki z przedmiotów uczonych w szkołach są bardzo tanie i bywa, że mają
refundowaną połowę dla nauczycieli

a czy można.. można, jeśli Twoje układy z dyrkem są bardzo dobre i absolutnie
nie można, jeśli są złe lub nijakie. Bo wynajdzie tysionc pińset powodów na nie
przyjęcie Cię na stanowisko nauczyciela historii i będzie miał rację. Sęk w
tym, że nie zawsze jego racja jest racją obiektywną. Podobnie z uprawnieniami
pedagogicznymi. Za zgodą dyrka można w ciągu roku od przyjęcia zdobyć te
uprawnienia, no, ale tą zgodę trzeba najpierw mieć

noo amkocie, głównym celem kursu pedagogicznego na uprawnienia nauczycielskie
jest zdobycie umiejętności dotarcia do każdego ucznia, pełna indywidualizacja,
bo dziecko samo się za naukę nie weźmie i bez odpowednich środków przymusu
będzie lipa a nie wyniki. Dlatego takie prowadzenie lekcji aby każdy zrozumiał,
łącznie z leguralnym sprawdzaniem tej wiedzy, to podstawa, a czym bardziej
podstawowa szkoła tym bardziej podstawowa to zasada.
Metodyka nauczania dorosłych to zupełnie inna bajka

uprawnienia sie nie przedawniaja. zdobytego papieru NIKT NIGDY nnie
zabierze.nie weim jakie studia skonczylas-wazne jest to czy masz
przygotowanie pedagogiczne-niektore uczelnie mialy go w planie
nauczania, inne organizowaly kursy kwalifukujace/studia podyplomowe
w tym zakresie. musisz przemyslec czy oplaca ci sie w wieku 35 lat
rozpoczynac kariere w tymz awodzie. pozmienialy sie przepisy i awans
zawodowy trwa dluzej niz kiedys. ale jesli szukasz pracy ktora da ci
sfatysfakcje a nie pieniadze to probuj.

UO bedzie Akademia Teologiczno-Humanistyczna??
W swietle nowej ustawy o szkolnictwie wyzszym do 2010 roku UO powinno miec
wiecej uprawnien do doktoryzowania, do minimum braluje UO okolo pieciu i w
ciagu czterech lat trudno bedzie te uprawnienia zdobyc. Watpie aby zmieniono
tez ustawe... Jaki wniosek? Dzisiejsi kandydaci ubiegajacy sie o miejsca na
UO moga za piec lat stac sie studentami innej uczelni, np. Akademii
Teologiczno-Humanistycznej, dlaczego tak? Bo Wydzial Teologiczny i
Historyczno-Pedagogiczny wraz z Wydzialem Filologicznym to najsilniejsze
jednostki w tejze uczelnii. Ale beda zdziwieni ci, ktorzy szli na uniwersytet
a skoncza akademie... Chyba, ze co madrzejszy przeniesie sie do Wroclawia lub
Katowic - pytanie tylko, czy ich tam przyjma, wkoncu uczelnie te reprezentuja
wyzsze standardy naukowo-dydaktyczne. Wspolczuje!

Lekcje religii sa niestety prowadzone przez osoby nieprzygotowane do zawodu
nauczyciela. Jezeli ktos chce uczyc dowolnego innego przedmiotu poza wiedza
merytoryczna musi miec uprawnienia nauczycielskie. Zeby je otrzymac nalezy
zdobyc wiedze z zakresu psychologii, pedagogiki i dydaktyki (lacznie okolo
200 godzin wykladow + co najmniej drugie tyle cwiczen) oraz odbyc praktyke
w szkole podstawowej, gimnazjum i liceum. Tego samego powinnismy wymagac od
ksiezy, zakonnic i katechetow. W koncu my im placimy za nauke dzieci, wiec
mozemy od nich wymagac.

Anglistyka w WSP TWP w Warszawie?? HELP!!!
Czy ktoś studiuje w Wyższej Szkole Pedagogicznej Towarzystwa Wiedzy
Powszechnej w Warszawie anglistykę - studia licencjackie - dziennie lub
zaocznie? Zastanawiam się nad złożeniem tam papierów (do NKJA UW juz za
późno), ale nic nie wiem o tej szkole - czy poziom tam jest OK, czy uczą
dobrze, czy jest to raczej studiowanie tylko z nazwy... i czy rzeczywiście
opłaci się ładować te 5000 rocznie w studia zaoczne. Zalezy mi wlasnie na
studiach licencjackich i zdobyciu uprawnien oraz rozwinieciu swojej
znajomosci angielskiego tak, bym mogla naprawde dobrze uczyc.Zastanawia mnie,
jaką wartość będzie miał dyplom ukonczenia tej szkoły dla pracodawcy, na tle
dyplomów UW czy innych uniwersytetów...

Szkoła językowa, taka jest niestety smutna prawda, będzie wolała zatrudnić
native speakera. A w szkołach polskich państwowych od podstawówki do liceum
spokojnie wystarcza DALF+ uprawnienia pedagogiczne, niestety te drugie do
zdobycia już na miejscu

"Studium przeznaczone dla absolwentów szkół wyższych, którzy chcą zdobyć
kwalifikacje pedagogiczne. "

Czyli uprawnia.

Proszę o radę
Mam wykształcenie pedagogiczne specjalne /jedynie licencjat/ które zdobyłam
dopiero w wieku 45 lat. Od 3 lat pozostaje w szarej strefie i mimo usilnych
poszukiwań nie mam szans na legalne zatrudnienie w zawodzie. Powód - wiek.
Z czegoś jednak żyć muszę a mamy z mężem na utrzymaniu dzieci. Mąż również od
niedawna starcił dobrą pracę a ta którą wykonuje teraz jest małopłatna. Nie
starcza nam już nawet na podstwowe rzeczy a do OPS nie pójdę.
Po zakończeniu wypłacania mi zasiłku zrezygnowałam z rejestracji w UP bo nie
umieli mi pomóc i przez rok nie dostałam żadnej oferty pracy.
Postanowiłam pracować nawet za cenę poczucia winy i nieczystego sumienia.
Zajmuję się wsparciem rodziców i dzieci w różnego rodzaju trudności
wychowawczych i w nauce.
Mam 4 podopiecznych w wieku SP i jednego maluszka. Moja praca to od opieki
pielęgnacyjnej do zajęć korekcyjno-kompensacyjnych-dysleksja.
Zmierzam do następujących pytań:
- jeśli obecnie moje m-czne zarobki to 2800-3000, jakie będą jeśli
zalegalizuję swoje usługi/
- czy muszę wystawiać jakieś f-ry, a jeśłi nie to w jaki inny sposób się
rozliczam,
- co z kosztami - paliwo, pomoce dydatktyczne, ksiązki, telefon, ksera itp.
- jaka inna działalność oprócz tego co robię z moimi kwalifikacjami.
- agencja opiekunek lub inne pośrednictwo - jakie uprawnienia, licencje,
certyfikaty - mam dużo zgłoszeń i nie mam aż takich możliwości fizycznych.

Dodam, że mam bardzo dobre osiagnięcia, jestem obowiązkowa i oddana temu co
robię i sprawia mi to ogromną frajdę.
Z góry dziękuje za informację i pozdrawiam. EZ.
Napewno praca z człowiekiem z z dzieckiem szczególnie jest moim powołaniem i
nie chcę robić nic innego

> Ale to nie o to chodzi, że ma nie być tragicznie. Powinno być rewelacyjnie
> albo prawo rewelacyjnie. Nie potrzeba nam w Radomiu kolejnej słabej szkoły!!
> Zróbmy coś z tą "wspaniałą" politechniką bo to, że na radmiskich autobusach
> jeździ Ania, która wybrała PR nikogo z zewnątrz do studiowania nie zachęci.
> Władze Radomia powinny opracować jakiś plan działania aby przyciągnąć tu
> studentów z innych miast bo w tej chwili w tym zakresie nie robi się nic.
> Student = pieniądze dla miasta.

Proponowałbym zacząć od zatrzymania młodzieży z dawnego województwa radomskiego.
Byłoby już całkiem nieźle :)

> Na tworzenie uczelni humanistycznej będzie jeszcze czas (teraz wg mnie jest
> jeszcze za wcześnie), poza tym, który już istniejący uniwersytet będzie za
> utworzeniem uniwersytetu w Radomiu (wymagana w takiej sprawie jest opinia
> chyba 3 uczelni)? W tej chwili zajmijmy się tym co jest i stwórzmy z tego
> markę, która będzie rozpoznawana w całym kraju.

PR nie jest uczelnią stricte techniczną. Wydział pedagogiczny wydaje się dobrym
przyczółkiem do tworzenia nowych kierunków humanistycznych. Jeżeli PR zdobędzie
uprawnienia do nadawania tytułu doktora w 3 dyscyplinach, to może starać się o
przekształcenie w uniwersytet przymiotnikowy. Wówczas nikogo nie powinno już
"razić", że studiuję pedagogikę na Uniwersytecie Techniczno-Pedagogicznym w Radomiu.

> tym chcesz zapełnić katedry przyszłego uniwersytetu?? Trochę mało. Średniej
> wielkości uniwersytet ma ok. 10 wydziałów:

Nie ma czegoś takiego jak wymagana liczba wydziałów dla uniwersytetu. Zresztą
podany przez Ciebie jako przykład Uniwersytet Łódzki do najmniejszych w kraju
nie należy (raczej do tych większych). Co więcej liczba wydziałów, tylko
częściowo przekłada się na różnorodność oferty edukacyjnej. Na pewno przekłada
się na liczbę dziekanów ;-)

> No chyba, że chcesz Radomiowi zafundować coś na kształt UKW w Bydgoszczy,
> na którym nie funkcjonuje nawet coś co jest od wieków podstawą każdego
> uniwersytetu czyli wydział prawa a czemu - a temu, że kadry nie ma - to samo
> tyczy się Zielonej Góry.

Z tego co mi wiadomo na żadnym z nowych "uniwersytetów" nie ma prawa. Co nie
zmienia jednak faktu, że uczelnie te mają obiektywnie lepszą markę niż PR. Więc
na początek może warto postawić sobie cel dorównania im. Później przyjdzie czas
na bardziej renomowane uczelnie. W końcu nie od razu Kraków zbudowano...

Z tego co wiem to uczelnie powoli rezygnują z kursów pedagogicznych (po ktorych
mozna zdobyc uprawnienia). Albo specjalnosc nauczycielska, albo podyplomówka

A co jeśli będę chciała iść na studia podyplomowe, żeby zdobyć jakieś
uprawnienia, a w zasadach rekrutacji jest napisane, że przyjmują tylko osoby z
kwalifikacjami pedagogicznymi?

>Czy praktyki sa przez cały czas trwania studiów czy na
> koniec. Czy może trzeba we własnym zakresie je zrobic.
To chyba zależy od konkretnej uczelni.

> Mam plany zrobic podyplomówke z pedagogiki bo nie mam uprawnień
> pedagogicznych ale praktyki chciałabym odbyć w przedszkolu albo
> państwowym do którego chodzi syn albo w prywatnym. Wymysliłam ze
> potem łatwiej byłoby mi dorobic edukacje wczesnoszkolną i
> przedszkolną.
Nie wiem, jaki kończyłaś wcześniej kierunek (bo skoro wybierasz się
na studia podyplomowe, to rozumiem, że wcześniej skończyłaś jakieś
studia). Nie wiem też co znaczy "podyplomówka z pedagogiki": czy
studiowałaś coś, co po "dorobieniu" uprawnień pedagogicznych pozwoli
Ci nauczać (ale nie da Ci uprawnień do pracy w przedszkolu), czy
masz na myśli fakt, że chcesz skończyć studia podyplomowe na
kierunku pedagogika ogólna.
Ponieważ nie wiem, jakie jest Twoje, już zdobyte, wykształcenie
musiałabyś na konkretnych uczelniach sprawdzić następującą rzecz:
czy Twoje wykształcenie pozwala podjąć studia podyplomowe na
dowolnym kierunku pedagogicznym. Jeśli tak, to możesz od razu podjąć
je np. na kierunku, który w nazwie będzie miał pedagogikę/edukację
przedszkolną (jesli chcesz potem pracować w przedszkolu) lub
wczesnoszkolną/zintegrowaną (jeśli chcesz potem pracować w I-III).
Ostatnio często oba te kierunki są połączone, co umożliwia potem ich
absolwentom wybór miejsca pracy (uprawnienia zarówno do pracy w
przedszkolu, jak i szkole).
Jeżeli ukończony przez Ciebie kierunek studiów nie daje takiej
możliwości (czyli podjecia studiów podyplomowych na dowolnej
pedagogice) to może poprostu robić od razu conajmniej licencjat z
przedszkolnej/wczesnoszkolnej.

Nie bardzo potrafię Ci pomóc, bo zdobycie uprawnień do pracy w
przedszkolu/szkole może odbywać się różną drogą. Dużo zależy od
tego, co już skończyłaś. A tego nie napisałaś

Niewątpliwie praktyki w przedszkolu dadzą Ci obraz tego, co Cię
czeka w pracy. I pozwolą Ci zorientować się do czego trzeba się na
studiach koniecznie bardzo przyłożyć

Pozdrawiam

Parlamentarzyści: Naukowcy, porzućcie AHE
Z zażenowaniem czytam nazwiska profesorów i doktorów habilitowanych,
którzy zdecydowali się firmować poszczególne kierunki studiow w
AHE. Z informacji zawartych w Bazie Ludzie Nauki na stronie
www.opi.org.pl wynika, że są wśród nich profesorowie i dr hab. z
Uniwersytetów: Łódzkiego UAM w Poznaniu, UMK w Toruniu, UMK w
Kielcach, WAT Akademii Marynarki Wojennej. Z umieszczonych przy
nazwiskach informacji, wynika, ze niektórzy z nich zatrudnieni są w
trzech a nawet w czterech uczelniach jednocześnie, pomimo, że ustawa
zezwala na firmowanie kierunku studiów najwyżejw dwóch jednostkach,
w tym jednej na poziomie magisterskim). Ale po dokladniejszym
wczytaniu się w posczególne ID, można się dowiedzieć, że niektórzy z
nich zwiążani sa także swoją działalnością z Państwową Komisją
Akredytacyjną, ktorej przewodzi prof. Rocki, z Radą Główną
Szkolnictwa Wyższego, z Centralną Komisją ds. Stopni i Tytułów,
która daje uprawnienia do nadawania stopni naukowych doktora i
doktora habilitowanego. Czyżby sta łatwość, z jaką właściciel
uczelni pan Makary Stasiak uzyskiwał wszytskie zezwolenia,
pozwolenia i uprawnienia? Mając 35 tysięcy studentów, tak z
uproszczonego podliczeniu kosztów ich utrzymania wynika, że
kształcenie okolo 6 tysięcy, zwłaszcza tych studiujących na miejscu
w ŁODZI, generuje koszty. Pozostali "studiujący" w niezliczonych
punktach na terenie kraju, przynoszą już tylko zyski. A te Makary
Stasiak rozdaje m.in. w postaci pensji profesorom, których
zatrudnienie gwarantuje mu zdobycie określonego zezwolenia lub
uprawnienia. Zasataanowiło mnie zatrudnienie bardzo dużej grupy
pedagogów o znanych nazwiskach i jeszcze większych koneksjach w
instytucjach, które wcześniej wymieniłem, czyżby szykowało się
czwarte uprawnienie do doktoryzowania, tym razem z zakresu
pedagogiki? Moim zdaniem jest to czysty układ korupcyjny, na dodatek
w majestacie prawa. Po co dawać łapówkę, kiedy można legalnie
zatrudnić na etacie za umówioną stawkę i nikt nie może mieć
zastrzeżeń. Swoją drogą ciekaw jestem, w jaki legalny sposób
wieloetatowcy funkkcjonują, Ministerstwo posiada specjalną bazę,
dzięki której sprawdza podobno, kto, gddzie i na ilu etatach
pracuje. Chyba sprawdza się nie wszystkich. Reasumując, za to że AHE
działa tak jak działa, odpowiadają nie tylko jej właściciel i władze
Akademii, ale także ( a może przede wszystkim) te wszytskie
instytucje państwowe, w ktorych zatrudnieni w AHE (na odpowienio
wysokich etattach)profesorowie działają i tworzą - jak się okazuje -
bardzo skuteczne lobby. Tak kręcący się interes, jest przecież także
dla nich

Jakże podoba mi się "ojcze" to Twoje uogólnianie. Rozumiem, że masz
przynajmniej dziesięcioro dzieci, w co najmniej 10 szkołach i to daje Ci prawo
do takiego uogólniania. I oczywiście nigdy sam nie chodziłeś do szkoły i
dlatego jesteś tak zdziwiony. Szkoły są różne jak różni są dyrektorzy,
nauczyciele i oczywiście uczniowie i ich rodzice, którzy albo nie wiedzą, albo
akceptują fakt, że ich pociechy chodzą do szkoły pod koniec roku w kratkę. Jest
oczywiste, że na kilka dni przed końcem zajęć musi się odbyć konferencja
klasyfikacyjna rady pedagogicznej, a kilka dni przed ta konferencją szkoła musi
poinformować uczniów i rodziców o proponowanych ocenach klasyfikacyjnych. W
sumie jest to około dziesięć do czternastu przed końcem zajęć. Koniec roku to
okres wycieczek klasowych, szkolnych, zielonych szkół. To także czas kiedy
uczniowie, którzy nie pracowali systematycznie albo rodzice którzy nagle sobie
uświadomili, że mają dzieci i to lekko traktujące naukę i szkołę - proszą aby
dać im jeszcze jedną szansę, aby je przepytać raz i drugi. I tak było odkąd
pamiętam i tak jest nadal. Jeżeli szkoła, nauczyciele i uczniowie dobrze
wykorzystują dziewięć i pół miesiąca to fakt, że w ostatnich kilku dniach roku
lekcje odbywają się w nieco luźniejszej formie nie daje podstaw do stwierdzenia
że w każdej szkole źle się dzieje, że szkoła źle pracuje. Jeżeli jest jednak
źle, to każdy rodzic który ma choć trochę odwagi cywilnej powinien najpierw
porozmawiać o tym z dyrektorem, a jeżeli tem nie zareaguje powinien zgłoić ten
fakt w kuratorium oświaty lub wydziale edukacji. Należy mówić o konkretnym
problemie w konkretnej szkole. I spójrzmy też realnie na pracę urzędników i
nauczycieli. Kurator czy też prezydent nie są cerberami którzy stoją przy
każdej szkole i czekają na jej błąd. Dyrektor, nauczyciele, rodzice i uczniowie
tworzą społeczność szkoły, która powinna współpracować widząc wspólny cel.
Korzystając z posiadanych uprawnień powinni starać się wpływać na pracę szkoły.
Nie czekajmy na to, że przyjdą z zewnątrz krasnoludki i wszystko naprawią.
Czasami trzeba zdobyć się na odwagę i spróbować coś zmienić samemu - nie na
forum, ale w szkole swojego dziecka. A tak w ogóle w każdym zawodzie są okresy
bardziej wytężonej pracy i nieco większego luzu. Chociaż jako nauczyciel i
rodzic nie mogę powiedzieć, że koniec roku to okres luzu w pracy nauczyciela. A
jeżeli "ojcze" zazdrościsz nauczycielom, to proponuję: przekwalifikuj się i
zakosztuj tego komfortu 18 godzinnego pensum. Odpowiesz sobie na pytanie, czy
jest zasadne powiedzenie "bodajbyś cudze dzieci uczył". Życzę chwili refleksji
i większej konstruktywności w działaniu.

Nie poczuwam się co prawda do bycia ekspertem w dziedzinie edukacji, ale myślę,
że te propozycje, jakkolwiek trudne dorealizacji, idą w dobrą stronę.
Oczywiście pod warunkiem, że ktoś wreszcie pójdzie po rozum do głowy i zamiast
ulegać żądaniom grórników/ hutników i innych podobnie przyszłościowych grup
zawodowych, zacznie inwestować w edukację. Nauczycielom powinno stawiać się
wysokie wymagania, bo od nich zależy przyszłość naszego kraju. To nie są
wielkie słowa i patos, tylko rzeczywistość. Tylko dobrze wyedukowane i MYŚLĄCE
społeczeństwo będzie przecież w stanie sprostać europejskiej konkurencji. Z
drugiej strony bycie nauczycielem to nie może być działalność charytatywna i
powołanie, ale zajęcie, które pozwali na godne życie i, co niemniej ważne,
ciągłe dokształcanie. Wychodząc z takiego założenia, pomysły MENISu nie są do
końca pozbawione sensu (jest to zresztą ewenement wśród inncyh pomysłów tego
urzędu). W Niemczech ten system jakoś funkcjonuje... Jeśli zawód nauczyciela
będzie się wiązał z przyzwoitymi zarobkami i relatywnie wysokim zabezpieczeniem
socjalnym, to absolwenci uczelni pedagogicznych będą lepiej zmotywowani i
pewnie nie przerośnie ich nauka języka obcego i obsługi komputera. Nie
przesadzajmy też, że tego wszystkiego trzeba nauczyć się na samych studiach.
Przez 12 lat wcześniejszej edukacji w szkole nie uczą przecież szydełkowania i
robienia na drutach, ale min. również języków obcych i obsługi komputera,
Myślę też, że zdobycie uprawnień do nauczania 2 przedmiotów, jest w czasie niżu
demograficznego dobre dla samych nauczycieli - stają się bardziej elastyczni na
edukacyjnym rynku pracy. Zresztą, tak jak pisałam w Niemczech to się sprawdza i
nikt nie narzeka.
Niezbyt mądre wydaje mi się natomiast ograniczenie czasu studiów, ale mam
wątpliwości, co do rzetelności tej informacji - przecież już dzisiaj trzeba
mieć magisterkę, żeby pracować w szkole.
Reasumując: wysokie wymagania dla nauczycieli-Tak, ale za przyzwoite
pieniądzie. Wierzę głęboko, że wyjdzie to naszemu krajowi na dobre

viera napisała:

> Gość portalu: Fuga napisał(a):
>
> > Jakie miasto Cie interesuje? Niedługo bedą targi edukacyjne w Warszawie a
> tam
> > znajdziesz mnóstwo ofert kursów pedagogicznych,ale uwazaj ,MENiS uznaje ku
> rsy
> > tzw. metodyczno-pedagogiczne które obejmuja 240 godz.Jesli chcesz W-wę. To
>
> mogę
> >
> > Ci pomóc i podesłac kurs który właśnie sie rozpoczyna (Wola) .Odpowiedz na
>
> > forum Pozdrawiam
>
> Tak interesuje mnie Warszawa, ale zanim bym na ten kurs sie zdecydowala
> mialabym wczesniej kilka pytan,tzn:
> 1*jakie dokladnie bede miala po tym uprawnienia?
> pytam, bo nie jestem nauczycielka i nie pracuje w szkole i nie wiem czy bede
> kiedykowiek pracowala
> 2*czy to jest kurs, gdzie musze przepracowac w jakiejs szkole ze 150 godzin
> bo pracuje w zupelnie innej branzy
> 3*czy jets wogole mozliwe zdobycie takich uprawnien, bez opcji odsiedzenia
tych
>
> godzin w szkolach
> 4*jak czesto odbywaja sie zajecia i ile taki kurs trwa?
> 5*jaki jest koszt takiego kursu?
> 6*i czy to prawda , ze po jakims czasie on traci waznosc?
>
> Za wszystkie informacje oraz chec pomocy serdecznie dziekuje,
> viera
>
ad1. Jeżeli kończysz zarządzanie to możesz znaleźdź szkołę,która zatrydni cię
jako nauczyciela przedsiębiorczości i masz wdedy tzw. przygotowanie
pedagogiczne, co umozliwia Ci od razu bycie nauczycielem stażysta i po roku
(gromadzisz opasłą ksiegę swoich dokonań, przeprowadzają z Tobą rozmowę
kwalifikacyjną )awansujesz na nauczyciela kontraktowego(brzmi okropnie.
Jeśli nie masz kursu i ktoś Cie zatrudni przez rok musisz uzupełnic
kwalifikacje pedagogiczne (kur), drugi rok staż ,czyli rok do tyłu.
Ad.2jeżeli robisz kurs w trakcie studiów to obowiązuje 150 godzin praktyk
(opiekun,dziennik praktyk itd).
Te o których mówie zazwyczaj przyjmują nauczycieli i czasami jest wymóg
przeprowadzenia lekcji pokazowej i wtedy możesz mieć kłopot.
Ad. patrz2
Ad.3 Wiem ,teraz zaczął się np. Kurs na Kasprzaka .Zajecie trzy semestry raz w
tygodniu, piątek w godz.13-19
Ad.4 Cena 1500zł(mozna płacić w 3 ratach)
Ad.5 Po 5 latach przerwy w zawodzie nauczyciela przestają ci sie liczyc różne
uprawnienie wynikające z KN , ale kurs nie traci ważności.
Moja Rada Jesli nie jesteś przekonana ,że bedziesz nauczycielem daj sobie
spokój. Jezeli ktos, kiedys Cie zatrudni to zawsze zdążysz to zrobić,a ręczę
Ci ,że to strata czasu i pieniedzy. Niczego tam sie nie nauczysz.
Nie jest takie oczywiste,że po twoim kierunku jakis dyrektor cie zatrudni, bo
idzie potężny niz demograficzny i dla czynnych nauczycieli (robia różne kursy
aby móć nauczać innych przedmiotów) nie ma pracy.Jeżeli trafisz kiedys do
szkoły to i tak to zrobisz, a będziesz miała wiecej czasu na przyjrzenie
sie,czy to jest to . Lepij np. zajnwestuj ten czas i pieniądze w naukę jeszcze
jednego języka.To sie przyda na pewno a też kosztuje . Jesli jeszcze w czymś
moge pomóc pytaj.Pozdrawiam

Najpierw definitywnie chcę zakończyć kwestię rodziny Jezusa. Otóż wyraziłem się
nieściśle. Pnieważ Ewangelia nic nie wspomina o okresie między dwunastymi
urodzinami JEzusa a rozpoczęciem publicznej działalności pojawiły się źródła
sugerujące iż w tym czasie gdzieś wyjechał (mówiono tu o Indiach) i tam miał
zdobyć nadzwyczajne umiejętności. Tyle, że opierajc się na tych źródłach
wykraczasz poza podstawowy materiał dowodowy. Żródła te są bowiem wtórne w
stosunku do Biblii, która jest podstawowym źródłem wiedzy o Jezusie, synu Marii.
A teraz co do sprawy.
Nie można nie pamiętać o specyficznej sytuacji kościoła w Polsce. Podczas gdy
np. w Hiszpanii kościół katolicki wspierał dyktaturę frankistowską a morderstwa
podczas wojny domowej odbywały się z błogosławieństwem lub za cuchym
przyzwoleniem kapłanów w Polsce kościół stanowił istotny ośrodek oporu
przeciwko władzy komunistycznej.
Jakkolwiek wprowadzenie religii do szkół instrukcją ministerialną, w dodatku na
parę tygodni przed rozpoczęciem roku szkolnego było mocno podejrzane, to warto
przypomnieć, że Trybunał Konstytucyjny, złożony z sędziów powołanych jeszcze w
PRL uznał, że naruszenia konstytucji nie było. Instrukcja wprowadzała religię
jedynie na próbę na okres dwóch lat. Oczywiście wiadomo było, że po dwóch
latach nie będzie się już dało tego odkręcić, ale warto odowałać się do
sytuacji hostorycznej. Bezpośrednio zainteresowani (episkopat) na zarzut
nieprawidłowości dość histerycznie odwoływali się do czasów stalinowskich. "Jak
nas wyrzucano ze szkół, to nikt nie protestował" - można było usłyszeć. Słowem
instrukcję uznano za sprawiedliwosć dziejową. PAmiętaj, że to był początek lat
90, kiedy w tonie wypowiedzi kościoła dominowały postawy roszczeniowe. Na
szczęście z czasem kościółzmienił ton, także pod wpływem papieża o czym nie
można zapominać.
Jednak musisz przyznać, że z PRL-u kościół nie wyszedł bez szwanku.
Porozumienie między władzą a episkopatem z kwietnia 1950 było właściwei
dyktatem i od początku nie było przestrzegane. Byl skandaliczny dekret o
obsadzie stanowisk kościelnych naruszający konstytucję PRL mówiącą o rozdziale
kościoła od państwa. Potem bylo aresztowanie pryasa Wyszyńskiego, organizacja
agentury wśród księży, działalność księży - patriotów i PAX-u. Po 1956 roku
było tylko niewiele lepiej - powtarzały się blokowanie zgromadzeń religijnych,
prowokacje SB-ckie, częste braki zgody na budowę nowych kościołów, szykanowanie
wierzących itd. Kościół miał swój rachunek krzywd.
Dlatego łatow było zbijać wszelkie argumenty stwierdzeniem "bo nam się należy".
Jednak zauważ - obawiano się wtedy, że uczniowie niekatoliccy będą
dyskryminowani z powodu nieuczestnictwa w nauce religii - tak się nie stało.
Oczywiście pojawił się problem innego rodzaju - na początku katecheci podlegali
wyłącznie władzy kościelnej a więc szkoła nie miała wobec nich żadnych
uprawnień. Potem komisja wspólna rządu i episkopatu ustalila, że będą oni
pobierali wynagrodzenia nauczycielskie i w całości będą podlegać karcie
nauczyciela. Czy tak jest lepiej? Różnie bywa. W małych wsiach dyrektor szkoły
tylko formalnie jest zwierzchnikiem proboszcza nierzadko faktycznie rządzącego
miejscową społecznoscią. Ale zauważ, że nagłaśniane prze prasę przypadki księży
nie mających często przygotowania pedagogicznego nierzadko kończyły się
konsekwencjami personalnymi.
Widzisz, ja nie twierdzę, że księża z założenia są święci i to mnie różni od
dewocyjnie nastawionych katolików. Ale nie uważam też, że każdy ksiądz to
molestator, rzeźnik itd. Dla mnie najpierw jest się człowiekeim a potem
księdzem. Nie widzę np. związku między kapłaństwem proboszcza z Tylawy a jego
skłonnościami, natomiast uważam, że przez samo zachowanie po ujawnieniu sprawy
(zastraszanie świadków, manipulowanie dziećmi itp.) stal on się niegodny
kapłaństwa. A jeśli zarzuty się potwierdzą pierwszy będę domagał się dymisji
arcybiskupa Michalika.

krasnoludek_zadyszek napisała:

W tej sytuacji trochę bez sensu było zdobywanie uprawnień
> pedagogicznych, moim skromnym zdaniem.

Moim też, ale nie dano nam wyboru, wszyscy musielismy zdobyć te uprawnienia. Na
temat wiedzy i zachowania wiekszosci z nas(czyli tych, co te uprawnienia
posiadaja) nie wypowiem się, bo co tu dużo mówić.

> wiesz, że uczenie zupełnie Ci nie leży, trochę żałosny wydaje mi się żal "mogę
> pracować jako nauczyciel, ale nie chcę, chcę gdzieś indziej, ale tam mnie nie
> chcą", bo wiadomo, że pracodawca bierze pod uwagę to, co (teoretycznie, wg
> dyplomu) umiemy zrobić. Jeśli ktoś skończył specj. naucz., ma mniejsze szanse
n
> a
> pracę w banku niż absolwent prawa czy ekonomii. Bolesne, ale rozsądne.

Moim zdaiem nie - bo wiedza nauczyciela powinna byc wieksza,niz jakiegos tam
pracownika, bo nauczyciel ma tego pracownika uczyc.
Ale juz teraz wiem, jakie to jest mylne, jak mylne jest równiez to, ze szerszy
zakres wiedzy daje wieksze mozliwosci - otóz nie, wieksze maja Ci, którzy sa od
czegos specjalistami.

Upokorzenia - są pewnie w każdej pracy, w której jest
> się nowym i początkującym, u nauczycieli też, ale właśnie - moim zdaniem -
> konfrontacja z nimi pomaga je zwalczyć, przygotować się na nie psychicznie.
tyle tylko, ze nie w każdej pracy 30 nastolatków na dzien dobry nazywa nas
k...ami, albo wkłada kosz na głowę ( co nie jest odosobnionym przypadkiem, w
koncu chodziłam do szkoły, wiem, jak sie młodziez zachowuje i co sie dzieje).Ja
się do tego po prostu nie nadaję.

> I wreszcie, Twój apel o namwianie uczniów na szkoły dające zawód wydaje mi
> się reakcją wynikającą z chandry i - mam nadzieję, że chwilowego -
zniechęcenia
> do wszystkiego. Jasne, że człowiek czuje się mało wart, jeśli skończywszy
studi
> a
> z dobrymi wynikami obserwuje kolegów po zawodówce w najlepszych furach, ale ja
> wtedy mówię sobie, że nie zamieniłabym się z nimi na dłuższa matę, bo po co mi
> życie takie puste i durne, w którym wszystko zależy tylko od kasy? Poza tym
> uczniowie dziś szczęśliwie to rozumieją, wybierając licea, a potem studia - i
> nie musimy im tłumaczyć takich oczywistości.

Ja mialam na mysli studia dajace zawód-np. informatyka, robotyka itp. a nie
ETI, bo po tych studiach to taki ze mnie informatyk, jak w porzysłowiu o kozim
zadku:)

> Nie wiem, czy chcę uczyć całe życie, wiem, że chcę to robić jeszcze jakiś
> czas, bo mnie to bawi, daje frajdę, mimo wszystkich kłopotów i idiotyzmów, na
> które sie zżymam. Po prostu zrozumiałam jakis czas temu oczywistą prawdę, że
> nauczyciel jest uważany za kogoś gorszego, o ile sobie na to pozwoli, bo sam
> siebie tak widzi.

Cieszę się, ze masz satysfakcje z pracy:)tez własnie takiej pracy szukam -
która da mi satysfakcję:)
P.S. a w jakiej szkole uczysz?

> _______________________
> Multo praestat dedolare sine amore quam amare, si non possis dedolare.

Z tego co wiem, Polskie Towarzystwo Psychiatryczne wydaje również certyfikaty
uprawniające do wykonywania zawodu psychoterapeuty. Żaden psychiatra nie musi
ubiegać się o certyfikat Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. I ciekawe jest
to, że również środowisko medyczne uznało, że samo wykształcenie medyczne
nie wystarcza...

Z całym szacunkiem dla zawodu pedagoga - ale studia pedagogiczne nie dają
podstawowej wiedzy do leczenia ludzi. Tak jak psychologia nie daje podstaw do
wykonywania zawodu pedagoga.
Psychologia daje inny zakres wiedzy niż pedagogika - i wcale nie są to różnice
błahe. Także jeśli chodzi o wiedzę z zakresu psychologii klinicznej.
Nieprzypadkowo na wydziałach psychologii są katedry psychoterapii czy
psychologii klinicznej. Wiem, że studenci psychologii robiący specjalizacje z
psychoterapii jeszcze podczas studiów odbywają zajęcia w ośrodkach
psychoterapeutycznych funkcjonujących w ramach ośrodków akademickich - mają tam
okazję być koterapeutami, czy przechodzić własną terapię.

Czy wydziały pedagogiki dysponują podobnymi formami kształcenia (i zatrudniają
nauczycieli akademickich mających uprawnienia superwizora w psychoterapii?) -
dla swoich absolwentów, którzy mają leczyć ludzi? Na jakiej podstawie
twierdzisz, że programy studiów psychologicznych i pedagogicznych są identyczne
pod względem przygotowania do zawodu psychoterapeuty???

Ukończenie specjalizacji z psychoterapii daje podstawy do tego, by dalej
zdobywać wiedzę kliniczną w praktyce. I jest to długi - bo ok. 4 letni czas
uczenia. A w przypadku Certyfikatu Psychoanalitycznego - jeszcze dłuższy.

Wydaje mi się, że wybór kierunku studiów nie odbywa się pod przymusem i każdy
spokojnie może wybrać psychologię wiedząc, że chce w przyszłości leczyć
ludzi - czyż nie?. Początki prac nad ustawą sięgają chyba 1994 roku i od tego
czasu - czyli od 10 lat jest jasne, że wykształcenie psychologiczne zapewne
będzie w końcu wymagane do tego, by być psychoterapeutą. I naprawdę nie po to,
by zrobić pedagogom na złość.

Wielu pedagogów robi równolegle fakultet z psychologii. I wtedy nie ma żadnych
formalnych przeszkód.

Co myśli przeciętny odbiorca psychoterapii idąc do ośrodka na psychoterapię -
czy jest mu obojętne, czy spotka tam psychologa - czy absolwenta socjologii,
resocjalizacji, INSu, pegagogiki... - a może kogoś, kto ma dyplom ze stawiania
tarota, stawainia horoskopów i innych nauk tajemnych - to wcale nie żart - te
ostatnie sformułowania spokojnie stoją sobie na świadectwach wydawanych przez
szkoły pomaturalne kształcące w zawodzie psychotronika. Co roku wiele osób
takie szkoły kończy I takie osoby spokojnie rejestrują sobie działalność i
wieszają szyld "psychoterapia".

Nie widziałem jeszcze ogłoszenia "Porady Psychotroniczne" :) Dziś bez ustawy
każdy może zajmować się psychoterapią, bez żadnych konsekwencji. I zajmują się
tym zawodem ludzie bez kompetencji - obniżając jego rangę (i tak mocno niestety
ostatnimi czasy nadszarpniętą - przez samych psychologów). I te wydarzenia są
wyraźnym dowodem na to, że standardy etyczne i wymagania, jakie trzeba stawiać
kandydatom na psychoterapeutów muszą być wysokie.

C.D.

"no dokladnie. ja tez bym chcial miec tyle wolnego, wakacje na koszt podatnika.
ale jednak wole miec wieksze zarobki."

Twoj wybor, nawet jesli glupi.
A co do wakacji na koszt podatnika, to na pewno wielu nauczycieli wolaloby miec
takie przywileje, jak gornicy: dwanascie pensji, trzynastka, czternastka,
Barborka, deputaty.

"ich los w ich rekach. tylko jak tu splacac mieszkanie majac pensje w wysokosci
1200 zl na przyklad. no tak, zaraz pwoesz ze wszyscy twoi znajomi wygrali w
totaka albo dostali mieszknia w spadku, wiec liczy sie tylko misja"

Nie znam nikogo, kto wygral w totka. Moi znajomi dorabiali sie wlasna praca. A
jak splacac mieszkanie zarabiajac w szkole 1200 zl.? Jest na to wiele
sensownych i zgodnych z prawem sposobow. Trzeba miec tylko elementarna wiedze
z dziedziny zarzadzania finansami, bankowosci itp. oraz ogolna orientacje w
otaczajacej nas rzeczywistosci.
Jedna z moich kolezanek-nauczycielek wlasnie konczy budowe domu. Pieniadze na
nia zdobyla legalnie.

"to tak jak wszedzie. robisz sobie kurs pedagogiczny i juz jestes nauczycielem.
Niestety, nauka programwania nie jest taka prosta (probowales, ze takie durnoty
wypisujesz)?"

Wszedzie? To znaczy gdzie? Jakich uprawnien potrzeba, zeby zostac
informatykiem? Zadnych. Wystarcza kompetencje. Znam wielu informatykow, ktorzy
pracowali w tym zawodzie nie majac zadnych dyplomow, ukonczonych kursow, a tym
bardziej studiow.
Nie dziwi mnie, ze dla Ciebie nauka programowania nie jest prosta. Zapewne
miales tez problemy z nabywaniem wiedzy i umiejetnosci z innych dziedzin.
Programowanie nie jest wcale az tak trudne, jest za to smiertelnie nudne.
Probowales kiedys "zrobic sobie" taki kurs pedagogiczny? Podejrzewam, ze nie
ukonczylbys go, bo nie wyobrazam sobie nauczyciela, ktory mialby problemy ze
sformulowaniem i zapisaniem tematu lekcji.

"dokladnie. hobbysci - pisalem juz kilka razy."

Ciesze sie, ze ponownie podzielasz moj punkt widzenia. Robimy wyrazne postepy w
Twojej edukacji.
Akurat o hobbystach to ja pisalem. Jako pedagog mam jednak satysfakcje, ze
poszerzylem Twoj zasob slownictwa.

"twoje niedoczekanie"

Czas pokaze.

"no dostrzegam: np. urlopy,2-3 kawki na dzien, wycieczki klasowe ale co sie bede
powtarzal."

Co to ma wspolnego z dysproporcja zarobkow miedzy gornikami a nauczycielami?
Moze znow "odpisujesz nie pod tym postem"?
To nie nauczyciele dostaja kawe, lecz gornicy wegiel. Znowu cos Ci sie pomylilo.
Na wycieczce klasowej pedagog pracuje, a nie odpoczywa.

"no wlasnie. masz racje. pogubiles sie , pogubiles."

Znowu zgadzamy sie. Moja praca nad Toba nie idzie na marne.
Niestety, ponownie wyszly na jaw luki w Twojej edukacji. W jezyku polskim
czasowniki odmieniaja sie przez osoby i zaleznie od nich przyjmuja odpowiednia
forme. Dlatego Twoja wypowiedz, skonstruowana zgodnie z zasadami gramatyki,
powinna brzmiec: "no wlasnie. masz racje. pogubilem sie, pogubilem."

"bo bys sie nie nadawal. przyznasz sie wkoncu czego uczyles,czy ci wstyd?"

Nie doceniasz mnie. W swojej pracy pedagogicznej mialem juz do czynienia z
uczniami o rownie niskim, jak Twoj, poziomie kultury i wiedzy. Znakomicie
dalbym wiec sobie rade z Wasza grupa.

"tak. dawno to juz powinienes zrobic, no marny z ciebie nauczyciel. nie przynos
wstydu swojej szkole"

Chyba jednak nie taki marny, skoro nawet Ciebie udalo mi sie troche podszkolic.
Poznales nowe slowo: "hobbysta", zaczynasz podzielac moje poglady. Jesli w
dalszym ciagu tak dobrze bedzie nam szlo, moze nawet nauczysz sie myslec.

"podsumowujac, widze ze w niektorych kwestiach zaczelismy sie nawet zgadzac, ale
i tak polemike z toba traktuje jako nielza zabawe (ze wzgledu na bzdety ktore
wypisujesz), bo niestety masz jakis ogranicznik zamontowany, ktory nie pozwal ci
trzezwo myslec"

Twoje posty, dzieki swojej tresci i formie, dostarczaja wspanialej rozrywki.
Dawno juz nie czytalem takich glupot, w dodatku tak niezgrabnie sformulowanych.
Ciesze sie, ze rowniez Ty dobrze sie bawisz.
Pozdrawiam

C.D.
> Niestety, musze Cie sprowadzic na ziemie. Zeby dostac dobra prace na
Zachodzie, nie wystarczy sie pochwalic, ze "pracowalo sie w Siemensie za 2000
pnl na poczatek". Rynek pracy jest tam bardzo konkurencyjny.

widzisz. co chwile zarzucasz mi wtorny analfabetzym a sam nie zrozumiales co
napisalem. chodzi o zdobycie DOŚWIADZCZENIA (specjanie napisalem drukowanymi
zeby lepiej to bylo dla ciebie widoczne).

> Twoj wybor, nawet jesli glupi.

dokladnie. nawet jesli jestes glupi.

> takie przywileje, jak gornicy: dwanascie pensji, trzynastka, czternastka,
> Barborka, deputaty.

o przywilejach tez juz pisalem wczesniej. tez nie jestescie znowu tacy poszkodowani
>
> Nie znam nikogo, kto wygral w totka. Moi znajomi dorabiali sie wlasna praca. A
> jak splacac mieszkanie zarabiajac w szkole 1200 zl.? Jest na to wiele
> sensownych i zgodnych z prawem sposobow.Trzeba miec tylko elementarna wiedze
> z dziedziny zarzadzania finansami, bankowosci itp.

hahahaha. oczywiscie. suchy chleb z woda i zeby w sciane. No tak przy dochodach
1200 zl mozna sobie spolacac mieszkanie. teraz to juz przegioles, ale w sumie
sie usmialem.

> Jedna z moich kolezanek-nauczycielek wlasnie konczy budowe domu. Pieniadze na
> nia zdobyla legalnie.

niewatpie

> Wszedzie? To znaczy gdzie? Jakich uprawnien potrzeba, zeby zostac
> informatykiem? Zadnych. Wystarcza kompetencje.
dokladnie w przeciwienstwie do zostania np. nauczycielem historii (po
licencjacie chociazby)

>Znam wielu informatykow, ktorzy
> pracowali w tym zawodzie nie majac zadnych dyplomow, ukonczonych kursow, a tym
> bardziej studiow.
bo to taka dziedzina gdzie nie licza sie studia tylko umiejetnosci. sam sobie
zaprzeczasz.

> Nie dziwi mnie, ze dla Ciebie nauka programowania nie jest prosta. Zapewne
> miales tez problemy z nabywaniem wiedzy i umiejetnosci z innych dziedzin.
no ja nie urodzilem sie do programowania tak ja ty sie nie urodziles by byc
nauczycielem.

> Programowanie nie jest wcale az tak trudne, jest za to smiertelnie nudne.
nudne dla mnie bo ja nie czuje tego klimatu (apropo..to tez praca dla
hobbystow...tyle tylko ze dobrze platna)

> Probowales kiedys "zrobic sobie" taki kurs pedagogiczny?
nie potrzebuje na szczescie dorabiac sobie jako nauczyciel
>Podejrzewam, ze nie
> ukonczylbys go, bo nie wyobrazam sobie nauczyciela, ktory mialby problemy ze
> sformulowaniem i zapisaniem tematu lekcji.
malo wiesz o zyciu widocznie

> Akurat o hobbystach to ja pisalem. Jako pedagog mam jednak satysfakcje, ze
> poszerzylem Twoj zasob slownictwa.
podnieciles sie?? to dobrze, moj slabo wyedukowany przyjacielu.

> Na wycieczce klasowej pedagog pracuje, a nie odpoczywa.

hahaha. no pewnie ze pracuje, bo przeciez dostaje za to pieniadze. widzisz.
teraz moglbym napisac: czemu gornicy tak nie maja, by mogli sobie jezdzic na
wycieczki platne z budzetu panstwa.
>
> Znowu zgadzamy sie. Moja praca nad Toba nie idzie na marne.
moja niestety tak. ale to nie ja w sumie jestem nauczycielem

> Niestety, ponownie wyszly na jaw luki w Twojej edukacji. W jezyku polskim
> czasowniki odmieniaja sie przez osoby i zaleznie od nich przyjmuja odpowiednia
> forme. Dlatego Twoja wypowiedz, skonstruowana zgodnie z zasadami gramatyki,
> powinna brzmiec: "no wlasnie. masz racje. pogubilem sie, pogubilem."

a wiec j. polski?? znowu brak argumentow. no coz: tonacy brzytwy sie chwyta

>
> Nie doceniasz mnie. W swojej pracy pedagogicznej mialem juz do czynienia z
> uczniami o rownie niskim, jak Twoj, poziomie kultury i wiedzy.
a ja z nauczycielami o rownie marnym intelekcie
>Znakomicie
> dalbym wiec sobie rade z Wasza grupa.
nie wiem tylko czemu wprost nie odpowiedziales na moje pytanie?
czemu boisz sie przyznac?
>
> Chyba jednak nie taki marny, skoro nawet Ciebie udalo mi sie troche podszkolic.
> Poznales nowe slowo: "hobbysta", zaczynasz podzielac moje poglady. Jesli w
> dalszym ciagu tak dobrze bedzie nam szlo, moze nawet nauczysz sie myslec.
hehe. chcialbys co? dalej mi zazdroscisz?

> Twoje posty, dzieki swojej tresci i formie, dostarczaja wspanialej rozrywki.
> Dawno juz nie czytalem takich glupot, w dodatku tak niezgrabnie sformulowanych.
dokladnie. sadzac po tym co ty wypisujesz skonczyles chyba studium dla
nauczycieli w psiej wólce.
> Ciesze sie, ze rowniez Ty dobrze sie bawisz.
oczywiscie. jestes gwiazdą u mnie w pracy. dawno juz tak lacha nie darlismy.

> Pozdrawiam

ja rowniez

Masz chyba jednak zanizone poczucie wlasnej wartosci po tych 5 latach studiow ,
skoro tak cie uraza miano opiekunki lub przedszkolanki, a to drugie jest jak
najbardziej prawidlowe. Co do kwalifikacji to opiekunki przedszkolne w
przedszkolach mi znanych maja bardzo dobre kwalifikacje i zeby je zdobyc musz
wlozyc w to sporo wysilku przez kilka lat przygotowuja sie teoretycznie i
praktycznie oraz czesto doszkalaja w trakcie pracy zawodowej. Sugerejusz, ze ci
ludzie przychodza z ulicy, bo akurat przechodzac obok przedszkola nagle
zapragnely wykonywac te prace i z pewnoscia sa gorsze od tych ktore cale liceum
''marzyly'' aby pojsc na studia pedagogiczne, byc moze niektorzy wiedza co chca
robic duzo wczesniej, ale wiele idzie na te niezwykle studia, bo np. latwiej
sie na nie dostac, a te ktore by chcialy sa dla nich nie dostepne. Sporo osob
wybiera pedagogike, bo studia trzeba skonczyc, a z pasja to nie ma wiele
wspolnego i pozniej takie osoby pracuja z dziecmi, a co z tego wynika to mozna
poczytac w wielu watkach na tym forum. Napisalam sporo co nie znaczy ze
wszystkie, zawsze mozna spotkac sie z osobami, ktore sa pasjonatami tego co robia.
Moje dziecko chodzi do przedszkola, gdzie opiekuja sie nim troskliwie w
atmosferze pelnego zrozumienia jego i rodzicow potrzeb opiekunki/przedszkolanki
z ulicy bez doswiadczenia podpartego ciezkimi 5letnimi studiami, jednak nie
musze im zwracac uwagi ani opierniczac az milo, a dziecko jest szczesliwe i
wiele umiejetnosci wynosi z przedszkola (ciekawe jak to mozliwe?).

a rozmawiamy o rozwoju, zachowaniu, emocjach ich pociech itp...to chyba
ważniejsze?

My tez,ale sa i bardziej przyziemne a rownie wazne sprawy.

Pracowalam kilka lat jako opiekunka dziecieca, nawet mi przedluzono umowe,
uczylam sie wtedy jezyka a taka praca mi to umozliwiala, jednak wykonywalam ja
jak najlepiej potrafilam jak zreszta wszystko co robie, a w zwiazku z ta praca
nie czulam sie jak sluzaca, a pewnie wg twojego toku myslenia powinnam. Obecnie
wykonuje prace kadrowe w firmie prawniczej.
Kiedy bylam dzieckiem pracowali jeszcze felerzy czyli leczyli choc nie mieli
studiow medycznych (znalam jednego takiego) i byl calkiem niezlym ''lekarzem
rodzinnym'', znalam tez osoby, ktore uczyly dzieci w szkolach a nie mialy
studiow pedagogicznych jednak byly bardzo dobrymi nauczycielami. Nie neguje
potrzeby konczenia studiow medycznych aby leczyc (kiedys lekarzy brakowalo,
zwlaszcza na wsiach)) czy pedagogicznych zeby uczyc, czy prawniczych zeby
prowadzic sprawy sadowe itd. ale niekazdy zawod ich wymaga. Posiadanie studiow i
wykonywanie jakiejs pracy nie uprawnia tych osob do wprowadzania innych w
poczucie nizszosci. Lekarz mojego syna bardzo dobry specjalista na kazdej
wizycie sam rozbieral malego i ubieral, sam wychodzil po pacjentow i odprawadzaj
ich po wizycie (nie prywatny)ujmy mu to widac nie przynosilo, tak jak ujmy
kasjerce przy kasie nie przynosi pakowanie towarow gdy klient wyklada je jeszcze
na tasme itd. Takie wzajemne rozumienie prosb i potrzeb innych oraz szacunek
dzialajacy w obie strony. Przedszkolankom mojego syna przypomnienie o
rekawiczkach ujmy nie przynioslo, ale widac nie szanuja sie wystarczajaco, ale
czego tu wymagac wszak po studiach nie sa.

un.invited napisała:

> przede wszystkim, nigdzie sie nie czepiam medycyny (jedyna wzmianka o >
medycynie to ta odnosnie Twoich studiow - i nie ma tam zadnej krytyki > samego
kierunku);

Szkoda, bo po medycynie też nie zarabiamy kroci i cieszymy się z tysiąca złotych :D

> nie czepiam sie zadnego kierunku - wedlug mnie kazdy powinien
> studiowac zgodnie z zainteresowaniami a nie pod jakas urojona idee >
"zapotrzebowania na rynku pracy"

To oczywiste, ale samymi zainteresowaniami się nie utrzymasz. A są kierunki
typowo hobbystyczne, łącznie z biotechnologią. Potem masowe żale że nie ma pracy
po tym. A ja się pytam - dopiero teraz to wiadomo?

> w Polsce nie ma zapotrzebowania na absolwentow a
> na pracownikow doswiadczonych;

Nieprawda i dobrze o tym wiesz. Farmacja, analityka, lekarski, stomatologia,
pielęgniarstwo, położnictwo, ratownictwo - naprawdę znasz chociaż jednego
bezrobotnego absolwenta po tych kierunkach? (To musiałby być wyjątek
potwierdzający regułę/szczyt niezaradności)

Jest zapotrzebowanie na każdego z uprawnieniami do wykonywania w/w zawodów.
Doświadczenie co najwyżej w kwestii zarobków/specjalizacji ma znaczenie.

> spojrz obiektywnie na to, co piszesz - urzadzasz jakas
> anty-biotechnologiczna krucjate.

Przeczytaj swoje wypowiedzi co do analityki ;p zupełnie nietrafione należy dodać.

> Te wszystkie "warzywniaki",
> "ulotki" praca "technikow" i doksztalacanie sie na podyplomowkach, > zeby miec
tylko tak dobrze jak Ty, bo Ty znalazles jedyny, sluszny > sposob na zycie ...

Owszem, bo te warzywniaki i podyplomówki wśród absolwentów biotechnologii to
standard.

> - uwazaj, bo jeszcze ktos pomysli, ze nie przyjeli Cie kilka lat
> temu na biotechnologie i teraz odreagowujesz

I z żalu i niedowartościowania dostałem się na analitykę i lekarski?

Na biotechnologię wieeele łatwiej się dostać, zapewniam Cię ;)

> i co Cie to obchodzi? - z Twoich skladek oplaca sie tez
> bezrobotnych politologow, socjologow, filologow, chemikow, etc. -
> cozes sie tak przyczepil do tych biotechnologow?

M.in. z moich.

> kazdy ma potem dyplom - czy potrafi myslec czy nie, wszystko dla
> "papierka" - ale zal do wszystkich, ze nie ma pracy - trzeba bylo o > tym na
studiach myslec a nie imprezowac;

Nie każdy dyplom zdobędziesz tak łatwo jak z biotechnologii wspomnianej. Są
kierunki gdzie nie prowadzi się ich zaocznie, nie przyjmuje setki osób ludzi,
którzy masowo z góry są skazani na bezrobocie.

> idac Twoim tokiem myslenia kierunek powinno sie zamknac

Nie no skąd. A Ty uważasz że kształcenie biotechnologów w Akademii Pedagogicznej
w Częstochowie i w szkołach kosmetologii (Białystok) jest ok? Produkowanie masy
absolwentów którzy potem odsiadują tyłki w pośredniakach...

> zawsze wszystko sie bedzie sprowadzac z Zachodu, zebys Ty sobie
> mogl tescik
> puscic w labie szpitalnym - absolutna krotkwzrocznosc
> tak jakby Polacy nie byli w stanie zrobic niczego sami?

Do tego trzeba nam kilka tysięcy biotechnologów rocznie w kraju? A 10-20 rocznie
nie wystarczy? Masówa, masówa, masówa i brak jakości kształcenia.

> totalny kompleks nizszosci

Najprościej wykształcić się za pieniążki podatników w swoim kraju, zawinąć tyłek
zagranicę i odgrywać cwaniaka. Norma.

Urodził się w 1978 r. w Warszawie. - Tam spotkali się moi rodzice - wspomina. -
Niedługo potem wyjechaliśmy z Warszawy, by odbyć trwającą wiele lat podróż po
całej Polsce w poszukiwaniu własnego miejsca na ziemi. Dzięki temu chodziłem do
dziewięciu różnych szkół podstawowych. W 1989 r. zamieszkaliśmy na stałe w
Zakopanem. Od tego momentu moje życie coraz bardziej związane było z Tatrami.
Dziś nie wyobrażam sobie, bym mógł żyć gdzie indziej. Pierwsze doświadczenia
górskie to wycieczki i biwaki harcerskie. Oczywiście, już wcześniej bywałem
okazjonalnie z rodzicami w górach. Jednak moje prawdziwe wtajemniczenie górskie
zawdzięczam przyjaźni z Tomkiem Boruckim i kontaktom z panem Stefanem
Chałubińskim. Z Tomkiem włóczyłem się po bezdrożach tatrzańskich i nocowałem w
górach pod gołym niebem. To on pokazał mi góry prawdziwe, a ja chłonąłem je
wszystkimi zmysłami. Wielkie wrażenie wywarły też na mnie rozmowy o górach
prowadzone w domu państwa Chałubińskich. Szukając własnej drogi życiowej,
chodziłem do kilku liceów. Byłem uczniem m.in. Liceum Aktorskiego w Krakowie i
Liceum Plastycznego w Zakopanem. Maturę zdałem w 1999 r. w zakopiańskim Liceum
Ogólnokształcącym. Obecnie studiuję w Instytucie Sztuki Akademii Pedagogicznej
w Krakowie i jestem na finiszu - za parę tygodni czeka mnie obrona pracy
magisterskiej.

W 1996 r. zaczął wspinać się w Tatrach. Został wtedy członkiem Speleoklubu
Tatrzańskiego. Wspinał się w wielu tatrzańskich jaskiniach m.in. w Wielkiej
Śnieżnej, Czarnej czy Wielkiej Litworowej. Niedługo potem rozpoczął też
wspinaczki powierzchniowe, zostając członkiem Klubu Wysokogórskiego. Od 1999 r.
uprawia narciarstwo wysokogórskie. Przez kilka ostatnich lat brał udział w
wielu zawodach narciarskich, będąc członkiem kadry narodowej. W 2003 r. zdobył
Puchar Polski. Brał też udział w zawodach międzynarodowych, w tym również w
Pucharze Świata w skialpiniźmie. W 2002 r. został kandydatem, a rok później
złożył przysięgę ratownika TOPR. Studiując w Krakowie, uczestniczył w zajęciach
kursu przewodnickiego organizowanego przez Akademickie Koło Przewodników
Tatrzańskich i w 2003 r. uzyskał uprawnienia przewodnika tatrzańskiego. Przez
trzy ostatnie lata pracuje w Tatrach, prowadząc latem wycieczki, a zimą
dyżurując jako sezonowy ratownik TOPR.

- Góry są dla mnie inspiracją wszechstronną, na wielu poziomach
intelektualnych - mówi. - Dużo maluję, marząc wciąż o własnej pracowni, a w
przyszłości może też małej galerii autorskiej. Pasjonuje mnie fotografia i film
eksperymentalny. Współpracuję z "Tygodnikiem Podhalańskim", pisząc o tym, co
mnie najbardziej zajmuje, czyli o górach i szeroko pojętej kulturze. Od dwóch
lat jestem wiceprezesem Stowarzyszenia "Spotkania z Filmem Górskim",
organizującym w Zakopanem festiwal filmowy i wiele imprez towarzyszących. Piszę
też - do szuflady - górskie wiersze.

Od lat realizuje jeszcze jedną swoją wielką pasję - żeglarstwo. W 1995 r.
uzyskał patent sternika jachtowego. Żeglował po jeziorach mazurskich i Zatoce
Gdańskiej, a w 1998 r. był jednym z uczestników trwającego miesiąc rejsu
jachtowego po Bałtyku i Morzu Północnym. Jest też posiadaczem patentu sternika
motorowodnego i ratownikiem WOPR.

O swej pracy w górach mówi tak: - Przewodnictwo jest naturalną konsekwencją
moich fascynacji tatrzańskich. Prowadzę ludzi w góry, bo cieszy mnie, że część
tego górskiego piękna mogę im pokazać. Przewodnik w górach to przecież opiekun
i przyjaciel, ktoś kto pomaga zrobić w górach pierwsze kroki, pomaga je odkryć,
posmakować, poczuć i... pokochać na resztę życia. (JERZY TAWłOWICZ)

www.nowiny.z-ne.pl/news.php?id=16699

Wroble cwierkaja,ze jeden z nich nad grobem stanal
I demencja starcza nie pozwala mu na najtrafniejsze wnioski, choc - jak na
ptasi rozumek - z wnioskowaniem ciut lepiej niz u poslanki Beger. I tak:

Stary wrobel powiedzial:

"Charakterystyka postaci:
Kobieta w najlepszym wieku z wyższym wykształceniem
zdobytym na dobrej uczelni. Niewykluczony tytuł doktorski. Od
dłuższego czasu na Zachodzie. Zajmuje się pedagogiką, lub
znajomość tej dziedziny jest jej niezbędnie potrzebna w
wykonywaniu zawodu. Być może jest też dziennikarką, ale
najprawdopodobniej pracownikiem naukowym. Doskonała znajomość
języka angielskiego i dobra orientacja w problematyce krajów
anglosaskich. Pasjonatka dyskusji internetowych na tematy
polityczne.

Z PEDAGOGIKA NIE MIALA NIC WSPOLNEGO. Z DYDAKTYKA - TYLKO W DOBRYCH
UNIWERSYTETACH. DOKTORAT-FAKT. NAUKI SPOLECZNE ZE SPECJALIZACJA W
SOCJOLINGWISTYCE. PISUJE OD ZAWSZE JAKO WOLNY ZURNALISTA NA TEMAT, NA KTORY
CHCE - NA STALE BY SIE NIE NADAWALA, ZA MALA PLACA ZA TE PROSTYTUCJE. DYSKUTUJE
NA FORUM Z NUDOW (BIZNES WYMAGA SIEDZENIA NA KOMPUTERZE). A TAKZE, BO
POLSZCZYZNY ZAPOMINA - W SRODOWISKU POLONIJNYM NIE BYWA. NB. CELOWO!!!

"Dzięki dobrej orientacji w zasobach internetowych, a także
dzięki własnej wiedzy potrafi szybko i bez wysiłku znaleźć się w
temacie dyskusji. Znajomość języka ułatwia jej zdobycie
najświeższych informacji i komentarzy, które w kraju będą
dostępne dopiero po pewnym czasie."

MOZE I PRAWDA. INTERNETU CIAGLE SIE SAMO-UCZE. MAM UPRAWNIENIA JAKO GRAFIK I
WEB DESIGNER.

"Dyskutujących na forum traktuje ściśle według zasad
pedagogiki z rozdziału „Panowanie nad klasą”. Zasada pierwsza
mówi o tym, że owo panowanie musi zostać bezwzględnie utrzymane
w całym czasie obecności nauczyciela w klasie (tutaj: na forum)."

A O CHARYZMIE WROBEL SLYSZAL? A O MANIPULACJI SPOLECZNEJ I SPINIE? W BIZNESIE
JESTEM W STANIE NAWET "USTAWIC" POLNOCNO-IRLANDZKIEGO MURARZA. STAD BOGACTWO
TAKZE MALO DYPLOMATYCZNEGO JEZYKA W PARU JEZYKACH SWIATA.

"Aby to osiągnąć stosuje powszechnie znane i sprawdzone sposoby.
Zadbała mianowicie o utworzenie klubu swoich zwolenników (fanów,
prymusków-lizusków), którzy pomagają jej, a czasami nawet
wyręczają, w bezwzględnym zwalczaniu przeciwników. Trafiona
celnie jakimś argumentem reaguje w dwojaki sposób. Albo ignoruje
interlokutora i pozostawia ofiarę swoim fanom, albo natychmiast
sama podnosi wrzask (wielkie litery, wykrzykniki, jakiś
epitecik), czym również alarmuje czuwających wyznawców, którzy
zbiorowo rzucają się na nieszczęśnika."

TEORIA TO NIC , WROBELKU. POPROBUJ W PRAKTYCE!!!ZOBACZYSZ, ILES SAM WART!!!

"Mocne strony:
Bardzo dobrze porusza się w zagadnieniach szczegółowych.
Argumentuje celnie, umiejętnie rozkłada akcenty. Cały czas
kontroluje sytuację.
Słabe strony:
Wyraźnie gorzej orientuje się w całej przestrzeni tematu i
ma kłopoty z logicznym wyciąganiem wniosków. Dobry analityk, ale
słabszy syntetyk."

I TU BLAD. ZDANIEM NAJWYBITNIEJSZTCH LOGIKOW I METODOLOGOW POLSKICH (SP.
G.KLOSKA, PROF.PELC ETC)JEST WRECZ PRZECIWNIE: MOCNA STRONA TO SYNTEZA, BUDOWA
TEORII I STAWIANIE TEZ; SLABSZA W STUDIACH ANALITYCZNO-EMPIRYCZNYCH. PONOC NIE-
KOBIECY TYP UMYSLU.

"Czasami reaguje zbyt szybko i popełnia
zaskakujące, szkolne, błędy."

I DLATEGO ZNOSI SZYBKO SWOJE "UCZONE JAJA". A CI CO BLEDOW NIE CHCA ROBIC
CIAGLE ZE SWYM PIERWSZYM JAJEM POD SKRZYDLEM CHODZA I SWIAT NA TYM TRACI.

"Prezentuje, zwykle bezkrytycznie,
standardowy, głównie amerykański punkt widzenia."

AMERYKANIE MAJA DOKLADNIE PRZECIWNE ZDANIE. POZA TYM NIE ZNOSZE POLITICAL
CORRECTNESS, CO TEZ JEST MALO STANDARDOWE W USA, A JESZCZE MNIEJ W SZPANUJACEJ
NA "HAMERYKE" POLSCE. WIEDZA O ZNIEWOLENIU WYBIORCZYCH INTELEKTUALOW PRZEZ PC
SPRAWIA, ZE SIE SWIETNIE BAWIE ATAKUJAC W ZALEZNOSCI OD HUMORU TAKIE CZY INNE
KONWENCJE, MITY I SAMOLGARSTWA SZEROKIEJ I "CORRECT" PUBLIKI.

"Mroczne strony:
Manifestuje swoją niechęć do innych narodowości,
szczególnie wobec Żydów i Arabów."

DO ZYDOW NIGDY. LUBIE TE NACJE.A ZE Z REGULY WIELCE INTELIGENTNA, TO SIE
SWIETNIE Z NIMI DROCZY - CZYSTA PRZYJEMNOSC INTELEKTUALNA.
ZA ARABAMI, FAKT, NIE PRZEPADAM. ALE WIEM CZEMU, BO MUZULMANOW ZNAM. W OBU
WERSJACH: I NA MIEJSCU (WE WLASNYM KRAJU), I NA WYNOS (W EUROPIE, JAKO
UCHODZCY, EMIGRANCI I SZEJKOWIE NAFTOWI). NIE STEROTYP O TYM DECYDUJE,
A SZEREG DOSWIADCZEN I OBSERWACJI.

"Traktuje lekceważąco i szydzi
szczególnie złośliwie z Polaków i Rosjan."

Z POLAKOW MOGE SZYDZIC, BO NIKT MNIE - JAKO POLKI - NIE MOZE OSKARZYC O RASIZM
ETC. A POZA TYM WIERZE, ZE SMIECH JEST SKUTECZNIEJSZY NIZLI STRACH PRZY
ELIMINACJI WAD NARODOWYCH. SZYDZE TAKZE DLATEGO, ZE POLACY TO NADWRAZLIWE
MIMOZY. I ZE BARDZO SMIESZNIE RZUCAJA SIE NA KPINE, Z KTOREJ ANGLIK CZY
AMERYKANIN SIUSIALIBY Z RADOSCI W MAJTKI (GDYBY TO DO ICH NACJI PRZEZ KOGOS Z
WLASNEJ NACJI BYLO ADRESOWANE).
O MEJ RZEKOMEJ "NIECHECI" DO ROSJAN WIEDZA BYWAJACY NA TYM FORUM ROSJANIE -
JESTEM NIELICZNYM TU NIE-RUSOFOBEM. ZNAM ROSJE, ROSJAN, JEZYK I KULTURE.

"Zbyt ostentacyjnie
demonstruje swoją wyższość intelektualną. Bezwzględnie i
wszelkimi środkami zwalcza poglądy antyamerykańskie i z
gorliwością neofitki broni stanowiska brytyjskiego."

WYZSZOSC INTELEKTUALNA OSTNIEJE I WYLAZI, CHOC STARAM SIE JA SKRYWAC I ROWNAC W
DOL DO POZIOMU. ALE TAK TO JEST PRZY 155IQ (JASNE, OD LAT W MENSIE).

"Drażni
mentorskim stylem wypowiedzi. [ TO DRAZNIENIE CELOWE; PROWOKACJA POD ADRESEM
CWIERCINTELIGENTOW] Zszczególną zajadłością i przy
każdej okazji atakuje Adama Michnika, z którym ma chyba jakieś
prywatne porachunki."

MAM POWODY: NIE MOGE MU DAROWAC MAGDALENKI I KOLEJNYCH FLIRTOW SOCJO-ROZOWYCH.
I TYLKO TO MU ZARZUCAM. ALE TAKI BYL I JEST MICHNIK. Z PRYWATY TYLKO TYLE, ZE -
ZE WZGLEDU NA W.W. - NIE SKORZYSTALAM Z OFERTY STALEJ WSPOLPRACY. JASNE, ROBI
CZYTELNIKOM WODE Z MOZGU, ALE ...SKORO SAMI SIE O TO PROSZA???

"Jedynym sposobem na mającego zawsze rację belfra jest bowiem
unikanie z nim wszelkiej dyskusji... Bla bla bla..."

TYPOWY CHWYT POSTKOMUNISTYCZNEGO STAREGO WROBLA vel DOCENTA MARCOWEGO. GDY
WIEDZY I ZDOLNOSCI POLEMISTYCZNYCH NIE STARCZA, DOCENT MARCOWY SZUKA
IDEOLOGICZNEGO ALIBI: ZE NIEMORALNE (SOCJALISTYCZNIE, RZECZ JASNA), ZE OPONENT
WINIEN, ZE NIE DOSLYSZAL, A TAK WOGOLE TO MA WAZNE SPOTKANIE.

Pozdrawiam wszystkich, ktorzy doczytali to do konca. A staremu wroblowi, ze
wzgledu na jego sztuczna szczeke, rozgotowane ziarno pszeniczne sypie...

Polemika z Panem Dyrektorem (długie)
Skoro mamy aprobate organizatorów, to pozwole sobie
przytoczyc garsc argumentów innych niz podane przez
Pana Dyrektora.

> W mojej wypowiedzi nie ma slowa o kupowaniu ocen, a tylko o placeniu za
nauke -
> nie wierze, ze Pan nie widzi róznicy.

Otóz ja przebieg polemiki widze tak: Mlody czlowiek zglosil,
ze przez caly okres nauki nie mial sygnlów (w postaci ocen),
ze w jego wiedzy moga byc jakies luki. Mimo to na maturze
stwierdzono, ze jest inaczej. W odpowiedzi przeczytal sugestie,
ze nie powinien sie specjalnie dziwic, bo chodzil do szkoly platnej.
Tyle "widze" w kwestii "róznicy". Takie postawienie sprawy budzi
mój niepokój, gdyz jestem zdania, ze szkoly nalezy dzielic
na uczace zle i dobrze, a nie na platne i bezplatne. Jakosc
uczenia wcale nie jest tozsama z osiaganymi wynikami. Jezli
Pan Dyrektor rzeczywiście chce sprawdzic jakosc uczenia w swojej
szkole, najbardziej brutalna metoda byloby zrezygnowanie na kilka lat
z naboru konkursowego i praca ze "srednia statystycznie" mlodzieza.
Nie namawiam do tego, bo rozumiem, ze to co optymalne dla
grupy uzdolnionej nie musi okazac sie wlasciwe dla grupy przecietnej.
Zgadzam sie tez, ze w grupe uzdolniona warto szczególnie inwestowac.
Protestuje jedynie przeciwko prostym, statystycznym porównaniom.
Postrzegam je jako przejaw pewnej nierzetelności.

> Podleganie nadzorowi pedagogicznemu ze strony Kuratorium nie oznacza, ze
> wszystkie szkoly maja jednakowe systemy oceniania wewnatrzszkolnego.

Wszystkie szkoly o uprawnieniach publicznych maja obowiazek by
poprzez swoje systemy oceniania realizowac te same funkcje zapisane
w par. 2 rozporzadzenia o ocenianiu ... (niepubliczne w zwiazku z
art.7 ust. 3 pkt. 2 ustawy o systemie oswiaty). Nad tym sprawuje nadzór
Kurator. Jesli sluszny jest zarzut mlodego czlowieka, ze nie byl rzetelnie
informowany o poziomie swoich osiagniec, to znaczy to, ze naruszano
prawo, a Kurator zaniedbal sie w obowiazku nadzoru nad jego przestrzeganiem.
Charakter szkoly nie ma tu najmniejszego znaczenia. Prywatny charakter
szkoly jest nawet ulatwieniem w nadzorze, bo sankcje sa dotkliwsze.

> Oceny semestralne i roczne sa "wypadkowa" (a nie srednia arytmetyczna) wielu
> skladowych - ocen czastkowych: za róznego rodzaju prace pisemne -
sprawdzajace
> i domowe, za odpowiedzi ustne, wklad pracy, aktywnosc na lekcjach,
> zainteresowanie przedmiotem itp.

To tez chyba widzimy troche inaczej. Ja sadzilem, ze oceny te sa informacja
o wynikach rozpoznania stanu "poziomu i postepów w opanowaniu przez
ucznia wiadomosci i umiejetnosci w stosunku do wymagan edukacyjnych
wynikajacych z podstawy programowej i realizowanych w szkole programów
nauczania, uwzgledniajacych te podstawe" (cyt. rozporządzenia). Uwzglednianie
w tym zakresie czegokolwiek innego jest pozbawione podstawy prawnej.
Piszę tu o "wkladach", "aktywnosciach", "zainteresowaniach" itp. które wazne
sa o tyle, o ile przyczyniaja sie do zmiany "stanu", a nie same w sobie.
Mysle, z Pan Dyrektor zgodzi sie z teza, ze wlasnie takie bezmyslnie
stosowane "wkladownictwo", (np. stawianie szóstek za "referaty" bezkrytycznie
przepisane gdzies z Internetu) jest powodem wielu pózniejszych rozczarowan,
gdy trzeba sie wykazac czyms wiecej niz umiejetnoscia
szperania w sieci. Pierwsza osoba, która takim procederom powinna sie
przeciwstawiac,
jest dyrektor szkoly, zobowiazany do nadzoru pedagogicznego, w tym do kontroli
przestrzegania rozporzadzenia o ocenianiu ... .

> Oceny semestralne i roczne moga byc poprawiane
> (wynika to z Rozporzadzenia w sprawie oceniania), co oznacza, ze nawet uczen,
> który przez caly semestr nie zdobywa systematycznie wiedzy moze "rzutem na
> tasme" uzyskac stosunkowo dobra ocene roczna (mimo, ze niewiele sie nauczyl).

Jesli w praktyce jest tak jak pisze Pan Dyrektor, to oznacza jedynie, ze
nauczyciele
w trakcie procedury "poprawiania" odstepuja od rzetelnego "rozpoznawania"
na rzecz latwiejszych do przeprowadzenia dzialan pozornych. Stan wiedzy i
umiejętności można gruntownie rozpoznać w dowolnym momencie, a zadaniem
szkoły jest przygotowanie właściwej i wiarygodnej procedury. Widzę tu też
zwiazek z nastepna teza Pana Dyrektora, która budzi mój niepokój:

> to nie szkola stosuje metode ZZZ, ale to UCZNIOWIE (zamiast
> systematycznie sie uczyc).

Oczywiscie prawdą jest, ze ostatecznymi wykonawcami metody ZZZ sa uczniowie.
Jednak fakt, ze metoda taka jest stosowalna (a wielu uczniów slusznie, moim
zdaniem, argumentuje, ze jest to metoda nieunikniona) wynika wylacznie ze
sposobu wykonywania swojej pracy przez niektórych nayuczycieli.
Rzetelna wiedze zdobywa sie przez obcowanie z nia w róznych okolicznosciach
i sytuacjach, a nie przez "systematyczne" wyuczanie. Dziecko zna tabliczke
mnozenia dlatego, ze od pewnego etapu szkolnego musi ja w praktyce
uzywac niemal codziennie (w szkole i w sklepie), a nie dlatego, ze w drugiej
klasie uczylo sie mniej lub bardziej systematycznie. Wiedza "pamieciowa" -
wyuczona skokowo lub najbardziej systematycznie (mimo znanych mi różnic
w trwałości) - u wiekszosci ludzi wcześniej czy później zanika powoli w
miare jej nieuzywania (tak jak by uschla nieuzywana reka). Znacznie
trwalszy (i znacznie bardziej uzyteczny) jest inny rodzaj wiedzy, tej
operacyjnej,
zdolnosci do wykonywania pewnych czynnosci (intelektualnych lub fizycznych).
Pewna niedoskonala analogia jest tu umiejetnosc jazdy na rowerze czy
plywania, która ponoc nabywa sie raz na cale zycie. Wracajac do tematu:
jesli nauczyciel bierze swoje wynagrodzenie glownie za przymuszanie do
zapamietania
elementarnych informacji (elementarnych w sensie zlozonosci, a nie ich waznosci)
to i) prowokuje ZZZ, ii) latwo u niego poprawic ocene, iii) pozytek z tego
prawie
zaden. Konkluzja: Oplacanie takiego nauczyciela jest w duzej czesci
marnotrawieniem
pieniedzy publicznych.
W wielu przypadkach dosc latwo tez wykazac, ze tak wykonywana praca ma
niewielki zwiazek z celami edukacyjnymi zapisanymi w podstawie programowej.
Stad plynie konkluzja II: nadzór pedagogiczny nieskutecznie wykonuje swoja
prace.

Głównymi poszkodowanymi z powodu takiego wykonywania pracy nauczyciela
są uczniowie. I jako jednostki i jako zbiorowość. Jednak ich pozycja w "sporze"
jest zbyt słaba, by własnymi działaniami mogli tu coś naprawić. Z całym
szacuniem dla licznych pozytywnych działań Pani Wizytator, sądzę, że do
tego typu działań naprawczych potrzebny jest rzecznik usytuowany zewnętrznie
wobec
instytucji, których działania miałby krytycznie stymulować.

Pozdrawiam serdecznie,
MarekPawlowski@fuw.edu.pl
ojciec kilkorga uczniów